Pamiątka z mlecznej drogi (konkurs)


Wpis powstał w ramach współpracy z marką Milky Way Jewelry Keepsake With Love.

Gdy byłam w pierwszej ciąży, uważałam, że karmienie mlekiem matki to coś, co dzieje się samo. Rodzisz dziecko, przystawiasz je do swojej piersi, ono je – koniec. Cała filozofia. Dziś wiem, że nie zawsze jest tak różowo, mogą się pojawić różne trudności, a niewiedza i brak wsparcia mogą te trudności powiększyć i rozdmuchać do rozmiaru poważnych problemów. Na szczęście wiem też, że jeśli otrzymamy wsparcie, to większość z nich da się pokonać. Nie mam tu na myśli profesjonalnej pomocy laktacyjnej, a tak zwane wsparcie mama – mamie, czyli niemedyczną pomoc, polegającą na wysłuchaniu, wzmocnieniu emocjonalnym, może podsunięciu odpowiedniej wiedzy. Okazuje się, że takie wsparcie innej mamy sprawia, że więcej kobiet rozpoczyna karmienie piersią i więcej spośród nich karmi nadal w kolejnych tygodniach.

Ja także miałam takie wsparcie – w postaci mojej młodszej siostry, która, gdy urodziłam córkę, była już matką trójki dzieci. Przyjechała do mnie do szpitala, gdy zadzwoniłam z wątpliwościami, popatrzyła, pochwaliła i to wystarczyło. Do dziś, a moje starsze dziecko ma już trzy i pół roku, dzwonię do siostry po wsparcie w prawie każdej „dzieciowej” sprawie. Dobrze jest mieć siostrę! Ale jeśli jej nie masz, to może masz partnera, mamę, fajną teściową, przyjaciółkę, lokalną promotorkę karmienia piersią, karmiącą sąsiadkę albo internetową grupę wsparcia? Być może ktoś bliski albo wcale wcześniej nieznany udzielił Ci w którymś momencie takiego wsparcia i sprawił, że wzięłaś kolejny oddech i dałaś radę.

Mleczne drogi są różne. Proste i kręte, wyboiste, krótkie, długie, jasne i ciemne. Moja jest długa i jasna, świeci jak prawdziwa Droga Mleczna, dlatego gdy już się skończy, będę pewnie – obok ulgi – czuła żal, że to już. Od pewnego czasu bardzo mnie kusiło sprawienie sobie pamiątki z tego okresu – biżuterii z mlekiem. Zanim się jednak namyśliłam, napisała do mnie Sofi z Milky Way Jewelry Keepsake With Love i zaproponowała współpracę. Wyznam, że przystałam na to z wielką przyjemnością. W swoich pracach – sekretnikach, kulach, obrączkach, kolczykach – Sofi zamyka nie tylko mleko mam, ale także np. kwiaty ze ślubnego bukietu, skrawki chust do noszenia dzieci i inne malutkie pamiątki. Im dłużej obserwuję profil Milky Way, tym bardziej mi się wydaje, że ta dziewczyna może zrobić dosłownie wszystko.

Na moją prośbę Sofi stworzyła koraliki dla całej mojej rodziny.

13616329_1356232157723542_787647810_oDla synka mały, okrągły mleczny koralik, do noszenia na rzemyku, w portfelu albo gdziekolwiek. Kiedyś, gdy będzie starszy.
Dla mojego męża piękną, prostą bransoletkę z rzemienia.

13521939_1007704425946066_4201786151443928343_nDla naszej córki, która chce zostać astronautką, poprosiłam o koralik-kosmos. Sofi podeszła do zadania ambitnie i stworzyła cztery różne koraliki z mlekiem, kosmykiem włosów małej, szkiełkami i bławatkami, i nie wiem, czym jeszcze 🙂13418423_1003210466395462_647189402745953730_o Dla mnie białe koraliki z płatkami złota: większy symbolizuje córkę, mniejszy – synka. Sofi przysłała mi też delikatny, prosty wisiorek, którego nie planowałam i nie spodziewałam się, bo w ogóle nigdy nie noszę nic na szyi – i z którym teraz nie potrafię sie rozstać.

13633238_1356232224390202_566463076_o13621700_1356230107723747_301636985_o

Gdy zamawiałam biżuterię, dużo myślałam o mojej siostrze, bez której być może moje karmienie piersią wyglądałoby zupełnie inaczej. A na pewno całe moje rodzicielstwo. Dlatego wspólnie z marką Milky Way chcemy Wam zaproponować konkurs, w którym do wygrania będą dwa koraliki lub dwie kule – większa i mniejsza. Na przykład takie:

https://www.facebook.com/milkywayj/photos/?tab=album&album_id=950721148311061

Jedną kulę lub koralik otrzymacie dla osoby, która była ważnym towarzyszem, wsparciem czy drogowskazem na Waszej mlecznej drodze. Druga, oczywiście, będzie dla Zwyciężczyni konkursu.

ZADANIE KONKURSOWE:
Napisz, kto był (albo jest) dla Ciebie największym wsparciem w karmieniu naturalnym. Liczę na więcej niż jedno zdanie!

Odpowiedzi umieszczajcie w komentarzach do tego wpisu na blogu (nie na fb) do 15 lipca. Wyniki opublikuję 17 lipca.

I miejsce – mały i duży koralik lub mała i duża kula-wisiorek (do wyboru).
II miejsce – kupon rabatowy 30 % do wykorzystania na produkty Milky Way Jewelry Keepsake With Love
III miejsce – kupon rabatowy 20 % do wykorzystania na produkty Milky Way Jewelry Keepsake With Love

Wyniki konkursu:

I miejsce: Askowa. Historia Twojej Babci chwyciła mnie za serce.

II miejsce: Karolina i jej Mama, robiąca całą tę niewidzialną, domową pracę, za którą tak rzadko dziękujemy naszym mamom.

III miejsce: Wspierający Mąż. Tak, zgadliście – za odwagę, której wymagało wzięcie udziału w tak typowo kobiecym konkursie.

Uwaga! Dla wszyskich, którzy wzięli udział w konkursie, Milky Way ma zniżkę 10% na hasło: milkpower10.

Regulamin konkursu znajdziecie tutaj.

76 myśli nt. „Pamiątka z mlecznej drogi (konkurs)

  1. Karmię 13 miesięcy, z mniejszymi i większymi problemami. Nie byłoby to możliwe gdyby nie mój mąż. Nigdy nie zwątpił w to, że wystarczy moje mleko. Na początku to było intuicyjne. Teraz zna zalety, skład mleka, docenia moje nieprzespane noce. W weekendy odsypiam a tata zajmuje się córką. Był i jest ogromnym wsparciem.

  2. Dla mnie największym autorytetem przy karmieniu piersią była moja wspaniała mama, która wykarmiła piersią siedmioro dzieci:) każda przygoda z karmieniem trwała rok do 1,5..Mając taki przykład moje samozaparcie by karmić piersią było jeszcze większe.

  3. Bez jej wsparcia moja Mleczna Droga mogła się skończyć szybciej niż się zaczęła, a na tamtym poziomie na którym była, to szczerze mówiąc chyba w ogóle jej nie było. Przyjechała, spojrzała, obejrzała, oceniła i stwierdziła – jest wszystko w porządku! Nie uwierzycie, ale te słowa wystraczyły by moja DM zaczęła płynąć strumieniami. Ze szpitala wyszłam poraniona wszędzie, to był trudny okres dla nas wszystkich. Moje brodawki cierpiały, ja cierpiałam z nimi, mąż cierpiał gdy widział moje łzy. Moja mama zaś – świeżo upieczona babcia, nie mogła patrzeć na moje łzy; chciała pomóc, ale nie wiedziała jak, ponieważ sama nie karmiła piersią, gdyż w jej czasach karmiono butlą. Początki były bardzo trudne, około miesiąca z ciemnej drogi mlecznej zaczęło się pojawiać małe światełko – brodawki zagojone, dzieć pięknie pochłaniał hektolitry mleka które sam sobie zamawiał, więc do tej pory nie musiałam ani razu pokarmu ściągać. Za 4 dni będziemy świętować 3 miesiąc urodzenia synka oraz 3 miesiąc wspaniałej Drogi Mlecznej. Moim wsparciem nie była mama, ani siostra, ani przyjaciółka, mąż był, ale nie w takim stopniu co lokalna promotorka karmienia piersią, której wiele zawdzięczam, ba – wszystko.

  4. Karmię 13 mcy. Czasem myślę sobie, że jestem nie do końca normalna, skoro po tym wszystkim, co przeszłam, nadal karmię. Zaczęło się już w szpitalu. Krzyk ,,przystawiać! przystawiać!” dźwięczał mi w uszach, a ja nie wiedziałam jak to zrobić. Leżałam po cięciu, położna ścisnęła mnie za sutki, stwierdziła, że ,,jest mleko” i poszła. Po powrocie do domu zaczęło się na maxa. Ból nie do zniesienia. Diagnoza? Za krótkie wędzidełko. Do podcięcia po pół roku (tak zdecydował lekarz). Przetrwaliśmy. Ja przetrwałam. Po 3 mcach, kiedy przestało boleć, synek odrzucił kapturki, przez które karmiłam od początku i od nowa uczył się ssać. Ból jak na początku. Przetrwałam. Po 5 mcu przyplątała się grzybica. Ten ból był nieporównywalny z żadnym poprzednim. Przetrwałam. Po 7 mcu podcięcie wędzidełka. Synek raz jeszcze musiał nauczyć się ssać, a ja raz jeszcze zmierzyć się z bólem. Przetrwałam i to. A w tych ciężkich chwilach zawsze była przy mnie moja Mama, która płakała razem ze mną, śmiała się razem ze mną, a która, mimo że sama karmiła butelką, nawet raz nie wspomniała, że mogłabym też przejść na butlę. Trwała przy mnie, po cichu, w tle, robiąc obiad, sprzątając, wychodząc z psem. Była moim dobrym duchem, dzięki niej mogłam się skupić tylko na karmieniu. Tylko tyle i aż tyle. Zdjęła ze mnie ciężar domowych obowiązków i po prostu była przy mnie. Najcudowniejsze moje wsparcie. <3

  5. Nasza droga trwa już 1,5 roku w 80% posiłków małego to cyc 😍 nie ma opcji na wprowadzenie czego kolwiek nowego bo to mały cycocholik 😍 naszym największym wsparciem jest mój mąż nie wiem kiedy on to wyczytał i gdzie ale to on wśród moich przyjaciółek obalał mity diety matki karmiącej czy za ,,chudego mleka” szkoda że nie widziałam swojej miny kiedy to wpadka do mnie jedna z przyjaciółek z płaczem że nie daje rady ze chyba ma za mało wartościowy pokarm a on wyjechał z tekstem ze to nie możliwe a mała chce ciągle cyca bo jest maluta chce czuć mamę no kopara nam opadła szkoda tylko ze za chiny nie chce się przyznać skąd to wie :/ jedno jest pewne przeszliśmy nie jeden kryzys z synem podczas naszego cycania i to on mnie wspierał tlumaczyl żeby się nie poddawać że warto że przecież to było nasze marzenie a z marzeń nie rezygnuje się tak poprostu

  6. Ja miałam wsparcie w postaci nie jednej osoby a ….całej drużyny! Moja mleczna drużyna to:  promotorka karmienia piersią, doula, doradca laktacyjny, kochający mąż, ledwo zipiący już laktator , a przede wszystkim najmłodszy i najwazniejszy- mój dzieć! Jestem wszystkim bardzo wdzieczna. Otrzymałam masę cennych wskazowek, porad, nawet zwykły zwrot :” to minie” stawał sie w ciężkich chwilach bezcenny! Pomimo, że moje początki z karmieniem były ciężkie, to nie poddałam się i „nie przeszłam na ciemną stronę producentów mieszanek” i z Całą drużyną walczyliśmy dzielnie i skutecznie, dzięki czemu moja podróż mleczna ciągle trwa :).  Kto wie…może i ja zostanę Władcą mlecznego pierścienia ( koralika) 😉

  7. Moja mleczna droga trwa krótko bo dopiero 4 miesiące.
    Moim największym wsparciem w karmieniu piersią był i jest mój mąż.
    Przy wcześniejszej dwójce z równych przyczyn się nie udało.
    Teraz od początku miałam bardzo dużo pokarmu, ale też wiele problemów.
    Przeszłam zapalenie piersi, zatkanym kanaliki, poranione i ponadrywane brodawki.
    Mąż wspierał jak potrafił. Przytulał, mówił jaka jestem dzielna. Po prostu był.
    Gdy synek miał kilka dni zaczęłam odciągac swój pokarm. Wstawał w nocy i karmił synka, aby ja mogła utrzymać laktacje.
    Dużo też zawdzięczam grupie mam ma Fb, które karmią piersią inaczej.
    Dzięki nim laktacje utrzymałam a gdy synek miał 6 tygodni udało mi się wrócić do całkowitego karmienia piersią.
    Dziękuję z całego serca mojemu mężowi oraz wszystkim mamom KPI. To oni pozwolili mi karmić mojego synka już 4 miesiące. Gdyby nie oni moja przygoda mleczna już dawno by się skończyła.

  8. Moim „laktacyjnym aniołem” była moja przyjaciółka. Sama karmiła córkę ponad rok, a mnie kibicuje z całych sił, żebym karmiła dłużej niż ona. Podsuwała mi lektury, odwiedzała po porodzie, pisała smsy, dzwoniła. Na razie Zuzi i mnie stuknęło 14 miesięcy cycusiowej przygody. Jestem pochłonięta tym tematem, uodporniłam się też na uciążliwe pytania niektórych osób. Ponadto, sama zostałam promotorką karmienia piersią, z czego jestem bardzo dumna 🙂

  9. Największym wsparciem był i jest mój mąż… Mimo że oboje nie wiedzieliśmy za dużo o karmieniu dzieci to jego nastawienie, pozytywne komentarze i chęć zdobywania wiedzy są dla mnie bardzo ważne. Nie namawiał, był obok chętny pomóc w kp albo mm, bo wiedział że karmienie siedzi w dużej części w głowie. Teraz już zaczyna wspominać coś o zakańczaniu, ale myślę że w trójkę przeszliśmy już długą drogę, bo 2 letnią i zaczekamy na decyzję synka. Póki co kp ratuje naszego niejadka w chorobie 😉 i przy tej okazji mąż stwierdził: nie zdziwiłbym się jakbyś produkowała teraz jakieś lecznicze mleko 😀

  10. Po pierwszej ciąży moje kp trwało 3 miesiące, w drugiej wszyscy byli pewni, ze Emila tez kp nie będę. Tym bardziej, ze u mnie w rodzinie, tylko jedna babcia jedno dziecko kp. Śmiali się ze mnie, że mam się nie ekscytować bo brak pokarmu mam w genach… na pewno będzie go mało i będzie mało treściwy… Ogólnie totalny brak wsparcia, mój mąż jako jedyny podtrzymywał mnie na duchu i wierzył, że nam się uda. Podrzucał mi czasopisma, adresy blogów o kp i wiedziałam że kibicuje mi z całych sił. Urodził się Emil i wszystko szlo genialnie, młody ładnie przybierał, położna zadowolona ze na samym cycku itd. Któregoś dnia pojechaliśmy w odwiedziny do moich dziadków i jak zaczelam karmić syna to moja babcia zaczęła płakać, mówiła o tym , że zawsze bardzo chciała karmić swoje dzieci (czworo) ale ze względu na płaskie brodawki juz na porodówce dostawała szklana butelkę po wódce, gumowy smoczek i nawet nie miała próbować, bo Itak się nie uda wykarmić… Pierwsze dziecko urodziła 50 lat temu, jak karmie u nich Emila to zawsze siada koło nas i patrzy, głaszcze mojego synka po glowie i mówi o tym ze mleczko mamusi najlepsze. I to dla niej chciałabym wygrać ten konkurs, bo nie miała ona swojej drogi mlecznej wiec może dostać pamiątkę z mojej 😊

  11. Julka nie chciała jeść. Piersi, przez kapturek, butelki, strzykawki, nic. Uczenie się karmienia to była męka: wpychanie jej mleka na siłę, odciąganie, lekarze, poradnie, badania, groźby szpitali. Sama nie dałabym rady nigdy.
    Więc w pierwszej chwili pomyślałam – mój mąż. Mój cudowny mąż, który wstawał razem ze mną o trzeciej w nocy, żeby najpierw dotrzymać mi towarzystwa, kiedy usiłowałam karmić, a potem powpychać w Julkę (zgodnie z zaleceniem doradczyni laktacyjnej) mleko strzykawką, kiedy ja odciągałam – tylko po to, żeby o czwartej położyć się spać, nastawiając budzik na szóstą, i tak przy prawie wszystkich karmieniach, bo działalność zawodowa zeszła na drugi plan.
    Ale potem pomyślałam o Tacie. Mieszkamy w Śródmieściu, mam samochód, ja prowadzę, mąż – nie. Ale karmienie Julki zajmowało prawie połowę doby i wizyty w poradni laktacyjnej i u różnych lekarzy poważnie naruszały rutynę. Tata woził nas wszędzie. Jego hasłem było „tylko powiedz, kiedy mam podjechać” – i podjeżdżał. Cztery, pięć razy w tygodniu. Rano, wieczorem. W Boże Narodzenie, w Nowy Rok, w Trzech Króli – raniutko, na koniec miasta, do mieszkania doradczyni, bo poradnia oczywiście była zamknięta. Czekał w poradniach, czekał pod domem, krążył, szukając miejsca do parkowania. Przy każdej wizycie oszczędzał nam dobrą godzinę, sam tracąc dwie. Nigdy, ani razu, ani słówkiem nie zająknął się, że może niepotrzebnie się wygłupiam z karmieniem piersią, że może mieszanka by wystarczyła i Julka chętniej by ją jadła. Tylko pytał, o której ma być.
    Mój mąż był dla mnie wsparciem i opoką, potwierdzając, że dokonałam jedynego słusznego wyboru. Ale nigdy nie zapomnę taty w samochodzie, w błocie pośniegowym i grudniowej ciemności, czekającego na nas pod szpitalem.

  12. Ja miałam szczęście, że miałam dwie osoby wsparcia (rzeczywista i wirtualna). Rzeczywistą była moja druga połówka która w momencie gdy po porodzie córcia miała wysoki poziom bilurbiny i tydzień byłysmy w szpitalu wspierał bym nie przestała karmić naturalnie (choć musiałam dokarmiać). Tak przetrwalysmy do niedawna gdzie córka sama zrezygnowała z piersi (20 m-cy). A wirtualna osoba jesteś Ty. Stanęłas kiedyś na mej drodze dzięki Eli i w chwilach zwątpienia czy karmić piersią twoje artykuły mi pomogły. Piszę to by podziękować i życzyć powodzenia na dalszej drodze mlecznej.

  13. Moja córeczka ma cztery miesiące i nasza droga mleczna teraz płynie strumieniami 🙂 nie było łatwo. był ból i płynęły łzy, niejednokrotnie…
    Pewnego dnia poznałam pewną osobę, połączyły nas starania o dzidziusia. I ja i ONA pragnęłyśmy jednego. Wspierałyśmy się w okresie starań, los chcial ze nasze ciążę zbiegły się w czasie. Później razem przechodziłyśmy przez pierwsze wizyty, badania i związane z nimi obawy i niepokoje. Teraz wspólnie dzielimy się sukcesami naszych maluchów. Dzięki NIEJ nie poddałam się i walczyłam o nasza drogę mleczna. W momentach załamania nie jednokrotnie mówiła: Dasz rade, ja też dam, razem nam się uda! I udalo się! Śmiało mogę powiedziec że jest moja przyjaciółką. Choć nie chodzimy razem na zakupy ani nie chodzimy do kina, codziennie rozmawiamy, wysyłamy sobie zdjęcia naszych pociech a przy tym nigdy się nie spotkałyśmy… Mieszkamy na dwóch krańcach Polski, a połączył nas Internet.

  14. Nasza mleczna droga zaczęła się przebojowo, a były to przeboje pt. „dziecko jest głodne”, „brodawki poranione”, ,”podajmy mieszankę” i tym podobne. Doprawiłyśmy to jeszcze mieszanką „chyba mam półpasiec”… A i tak moja zapółpaścowana Mama, która ani mnie, ani siostry nie karmiła piersią (taaak, to były te piękne czasy), a która była przy porodzie i pierwsze parę dni po nim, była moim największym i najwspanialszym wsparciem. Bo po prostu była i wspierała mnie, bo wiedziała jak to dla mnie ważne, by karmić córkę piersią, i gdy pełna smutku lałam łzy bólu i bezsilności karmiąc córkę mm przez strzykawkę z wężykiem przytwierdzoną do sutka (…nie mam pojęcia jak to się nazywa) to ona trzymała mnie za rękę i mówiła, że rozumie i żebym jeszcze wytrzymała. No i owszem, od tego czasu córka pije tylko moje mleko, brodawli się zagoiły, a ja jestem szczęśliwa, że nam się udało i udaje. Dziękuję mojej Mamie za wszystko <3

  15. Kiedy byłam w ciąży w przychodni na badaniu glukozy poznałam pewną dziewczynę. Rozmawiałysmy 2 godziny, wymieniliśmy się numerami telefonu i tak zaczęła się naszs przyjaźń. Nie zamierzałam karmić piersią ale Asia bo tak ma na imię przedstawiła mi karmienie z zupełnie innej strony( pierwszego syna nie karmilam). Z miłością i wiedzą opowiadała mi o zaletach karmienia piersią więc stwierdziłam że spróbuję i udało się. Nie zwątpił we mnie ani na chwilę a kiedy syn odstawił się od piersi po przebytej chorobie jamy ustnej wspierała mnie, wysłuchiwala mojego płaczu i nawet na chwilę nie pozwoliła mi stracic nadziei. Udało się!!! Syn po miesiącu wrócił do piersi i tak nam leci 17miesiac. Joanna dziękuję Ci kochana!!!! Jeśli wygram koralik będzie dla Ciebie!😘💜

  16. Najwiekszym wsparciem byl i jest mój màż. Mamy cudownego, aktywnego i szczęśliwego synka. Mimo iż zdrowy i rośnie na ” długość” to nie przybiera na wadze tak jakby tabele centylowe tego chciały. W zwiàzku z tym ciagle słucham o podawaniu butelki, dokarmianiu i generalnie o tym, że coś robię nie tak. To od lekarzy i pielęgniarek. Siatki centylowe stały się wyznacznikiem wszystkiego i mimo, że wszystkie ich testy przechodzi śpiewajaco, mam odczucie, że boja się powiedzieć, że jest ok. Poza dokarmianiem, nie usłyszałam żadnej konstruktywnej porady od ludzi medycyny. Gdyby nie mój maż prawdopodobnie już dawno bym się poddała i zwatpiła w siebie, w karmienie i w zdrowie naszego syna. To on dobrym i madrym słowem dodaje mi otuchy i wiary, że to co robię jest bezcenne i że rośnie nam niezwykle zdrowe, silne i szczęśliwe dziecko. Dzięki niemu kontynuujemy nasza cudowna przygode z karmieniem. Bywa ciężko, bywa męczaco ale każdy moment cenny i nie oddałabym za nic!!

  17. To pewnie zabrzmi nieskromnie ale tak właśnie było i jest… Jestem mamą od 5 miesięcy z hakiem. Jak tylko zaszłam w ciążę od razu zaczęłam się interesować wszystkim co tego stanu dotyczy. Także karmieniem piersią. Szybko wiedziałam czego oczekiwać od szkoły rodzenia: promotor kp, rodzicielstwo bliskości, aktualna wiedza, standard okołoporodowy, wszystko to znalazłam. Przekopałam internet, uczestniczyłam w większości dostępnych spotkań i warsztatów, obowiązkowo warsztat laktacyjny. Przygotowałam siebie, przygotowałam też mojego partnera, wzorowo. Wiedziałam, że będę karmić. I tak właśnie było i jest. Jestem świadomą mamą wiem, że mam mleko, że ono się nie skończy dopóki my z synem tak nie postanowimy, że jest ono idealne i najlepsze. Problemy? Owszem, ale nigdy przez myśl mi nie przeszło, że może to mieć związek z karmieniem. Mogłam liczyć tylko na siebie i na partnera, nie zawiodłam się. Jestem z siebie dumna 🙂

  18. Pierwszego syna karmiłam 6 tygodni. Było bardzo ciężko. Brak wsparcia, pogryzione brodawki, nieustający płacz dziecka i rady, żeby dać w końcu mm, do tego zaczynałam studia po przerwie i tak wyszło, że skończyłam naszą drogę mleczną.7 miesiecy temu urodziłam drugiego syna, postanowiłam, że będę się starać karmić przynajmniej 3 miesiące. Wsparcie otrzymałam od znajomej, która rok wcześniej urodziła swój drugie dziecko i podobnie jak ja krótko karmiła pierwsze. Namawiała mnie żebym próbowała, że warto, że dam radę. Podczas tej drogi mlecznej przeżyłam zapalenie piersi, kto przeżył ten wie co to za ból. Przeżyłam zastój, wytrzymałam czas kiedy syn tylko płakał i na widok piersi odwracał głowę w drugą stronę. Od rodziny niestety rady żeby dać mm i przestać męczyć dziecko. Tak minęły 3miesiace, później pół roku teraz 7 miesięcy i dalej karmie. Mam nadzieję robić to jak najdłużej. Kobiety, więcej wiary w siebie. To, że dziecko płacze to nie koniec świata. Nie wszystko musi wyjść za pierwszym razem i nie popełnia błędu ten kto nic nie robi.

  19. Nie jest to samolubne,ale moją drogę mleczną zawdzięczam samej sobie i córci dla której tak uparcie walczyłam o mleczko. Malutka urodziła się 3 mc za szybko. Wiedziałam,że każda kropelka jest na wagę złota,a niestety najbliżsi raczyli mnie radami w stylu : „nie katuj się tak” „odespij” „odpocznij” … Nie mogłam zostać z córcią w szpitalu, więc w domu ściągałam co 3 h, w szpitalu spędzałam całe dnie . W podróżach spędzałam po 2 h , bo dojazd był łączonymi środkami komunikacji 😉 Ale uparłam się i koniec. Dziś mała ma 1i 5 mc 🙂 Karmimy się dalej 🙂 Na chwile obecną mogę śmiało powiedzieć, że jestem z siebie dumna! Przeszłam przez to sama,ale Ona była mega motorem ku temu 🙂

  20. Moim największym wsparciem był, jest i bedzie mój mężczyzna. Od początku miałam problemy z mleczkiem i to on w momentach kryzysu wyciskał mleczko, zeby nasza mała córeczka mogła cieszyć sie jego smakiem 🙂 teraz kiedy juz wszystko sie unormowalo, on jak tarcza broni mnie przed argumentami „daj mleko modyfikowane bo dziecko sie nie najada”, mimo ze kluseczka ma drugi podbródek 😜.

  21. A wiecie kto dla mnie był największym wsparciem w karmieniu piersią? Mój pierworodny obecnie piętnasto miesięczny Wiktorek. Nosząc go jeszcze pod sercem wiedziałam, że chcę karmić naturalnie. Inne opcje nawet nie wchodziły w rachubę. Ostatnie miesiące przed porodem doszkalalam się na własną rękę, czytałam blogi, artykuły, chodziłam do szkoły rodzenia. A gdy na świecie pojawił się już mój maleńki, zlotowlosy chłopiec z chabrowymi oczami karmienie stało się jedną z najprzyjemniejszych chwil w ciągu dnia 🙂 i to właśnie widok błogiego spokoju wymalowanego na buzce podczas karmienia, malenkie rączki i ciepły delikatny oddech przy piersi dawały siłę w trudnych chwilach. Dziś karmimy się już 15 miesiąc 🙂

  22. Dla mnie największym wsparciem w mojej mlecznej drodze był – i nadal jest – mój wspaniały mąż. To on mnie wspierał, kiedy płakałam w szpitalu, że zabrali mi dziecko i podawali mm bez mojej wiedzy i zgody. To on budził telefonami na karmienie, bym mogła w środku nocy iść na piętro i przystawiać naszego synka. To on mi mówił „dasz radę, jesteś taka dzielna”, kiedy bałam się, że mleko nigdy nie poleci. Potem wspierał mnie jeszcze milion razy, milion razy powtarzał „jeśli nie ty to kto?”. To dzięki niemu karmię rok, to on w chwilach zwątpienia mi mówi: „jeszcze trochę, wierzę w ciebie”, bo tylko on wie jak mi na tym zależy!

  23. Dla mnie najlepszym wsparciem w karmieniu piersią synka jest mój mąż. Synek cierpi na alergię na białko mleka krowiego i szereg innych produktów, ma do tego dyschezję, jeszcze niedawno potrafił płakać całymi dniami przez brzuszek. Często mam ochotę porzucić karmienie piersią (z głodu i w złudzeniu, że mieszanka dla alergików zaoszczędzi cierpienia mojemu dziecku), ale mąż mówi wtedy, że przecież malutki bez mojego mleka sobie nie poradzi, że tak pięknie przybiera na wadze i ładnie się rozwija dlatego właśnie, że to ja go karmię. Nie je przy mnie słodyczy, żeby nie robić mi na nie ochoty, dba, bym miała na każdy dzień pieczone mięso z indyka, kupuje na zapas kartony mleka owsianego i opakowania „bezpiecznych” ciastek, codziennie rano gotuje jabłka i owsiankę. Zawsze potrafi mnie pocieszyć i bez niego na pewno nie wytrwałabym jak na razie trzech miesięcy głodówki.

  24. Kiedy byłam w ciąży 5 lat temu z pierwszym synkiem nie wyobrażałam sobie nie karmić piersią. O ironio! Po porodzie – cc – 3 doba a ja piersi jak kamienie i nawał… I gdyby nie mój mąż, który jeszcze w szpitalu biegał do lodówki po drugiej stronie oddziału po potluczoną kapustę, który co chwilę przynosił ciepłe i zimne okłady – uwierzcie nie dałabym rady. Siedział obok mnie jak płakałam z laktatorem w ręce modląc się żeby poczuć ulgę a nie zrobić sobie krzywdy. I daliśmy radę! Karmilam ponad półtora roku.
    Pisząc to leży obok mnie mój drugi – niespełna pieciomiesieczny- synek. Nie obyło się bez przygód z karmieniem. Po 2 tygodniach w domu wracamy do szpitala bo żółtaczka nie ustępuje no i automatycznie synek nie przybiera na wadze. Po 5 dobach wychodzę ze szpitala z „pustymi” piersiami. Po drodze do domu wypożyczamy laktaror elektyczny. I znów mój ukochany mąż <3 W momentach kiedy wręcz z rozpaczą patrzyłam ze ściągam 20ml mleka on siedział za mną i masował mi plecy szepcąc do ucha że bardzo bardzo nas kocha:) I karmię… A czasem wręcz mogę powiedzieć że karmimy razem.. Bo mąż polubił to siedzenie za mną 🙂 a ja mam w nim i o niego wsparcie 😉

  25. Wsparcie to było coś więcej niż…dodawanie siły gdy nie było już chęci, długie rozmowy gdy nie było już sił, podsyłanie mnóstwa publikacji które utwierdzaly mnie jeszcze bardziej że się da i że pokarm przyjdzie! I tak też się stało bo po nagłej i nie spodziewanej decyzji że jednak poród w wodzie z muzyką i wodą pachnąca olejkami się nie odbędzie i że czeka nas nagłe cesarskie cięcie byłam bliska załamania…. Tysiące kilometrów od domu w obcym kraju z duszą na ramieniu ze wsparciem męża (ale też był przerażony tak samo jak i ja a może bardziej) wiedziałam że jest ona moja kochana Iwonka (przyjaciółka że studiów) . To ona mówila co robić gdy mleko przychodni tak nagle że człowiek nie wie co się dzieje, to ona urzadzala wideokonferencje by pokazać jak wykonać masaż i mało tego czułam się że w 200% wie co mam w głowie i jak mi pomóc! Miałam wiele chwil słabości byłam prawie pewna ze miesiąc lub dwa i karmić nie będę bo nie dam po prostu rady! Wyjąc z bólu i kopiąc nogami karmilam i wiedziałam że nie mogę przestać bo zawiode siebie ale także i ją! I co UDAŁO SIĘ! Jakby to rzekł anglik well done! ;-). Nasza mleczna przygoda trwa i już 16 mcy i często nie wierzę że daliśmy radę pomimo tylu przeciwności… I wiecie co to jest mój mały wielki sukces i nie pisze tego by komuś się zrobiło miło pisze to bo chyba nigdy tak naprawdę i z całego serca jej nie podziękowałam… DZIĘKUJĘ KOCHANA :-*. Ona też matka karmiąca co prawda dziecię duże ale gdyby taka wygrana w padła w nasze ręce (hehehe) to napewno było by to dla nas zwieńczeniem tych wspólnych przeżyć (a dla mnie szczególnie). Z serca do serca, mleczna przygodo trwaj!

  26. Dla mnie największym wsparciem był i jest mąż. To on w 3 dobie kiedy miałam nawał opiekował się małym a mi powtarzał ze wszystko będzie dobrze. To on podczas zapalenia piersi, wziął urlop w pracy zajmował się dzieckiem i mną a słysząc ze chce zakończyć karmienie mówił ze muszę walczyć, ponieważ to najlepsze co mogę dać mojemu synowi. To on staje w mojej obronie kiedy inni mówią ze juz pora zakończyć karmienie mówiąc wszystkim ze dzięki mojemu mleku mały tak dobrze sobie radzi ( jesteśmy trzeci raz po szpitalu ponieważ syn ma problemy z zakażeniami układu moczowego). To dzięki niemu zamierzam karmić aż do samoodstawienia, kiedy mówiąc mu ze smutkiem w głosie ze moje piersi juz nigdy nie będą wyglądać tak jak kiedyś usłyszałam ze są piękniejsze niż kiedykolwiek. To dzięki niemu czuje się piękną matką, żoną ale również poprostu kobietą <3

  27. Wszyscy dookoła mnie mówią:
    „Karmisz piersią? Jeszcze? Przecież Pola skończyła już rok”
    Ja: „Skończyła 17 miesięcy 🙂 ”
    „To po co karmisz?”
    Albo
    Przystawiajac do piersi słyszę:
    „Jeszcze karmisz?
    Ja: „A pewnie”
    ” mhhhmmm… Super…..”

    Entuzjazm, że hej!

    Na tym świecie jest jedną jedyną osoba, która daje mi siłę i wsparcie w tej mlecznej drodze. Jest nią moja córka. Jak tylko spojrzy mi w oczy, wszystkie wątpliwości związane z długim karmieniem znikają. Przecież pierś to dla niej najlepsza Przytulanka. To jej bezpieczeństwo i cały świat.
    Wszyscy mogą się śmiać, wytykać palcami. Ja będę karmić do póki będę miała wsparcie od córci. Do póki ona będzie chciała!

  28. Moim najwiekszym wsparciem w karmieniu piersia byla polozna, ktora zarazem jest moja… macocha (tzn druga zona ojca, mame tez mam). 🙂 Pamietam, jak po porodzie nie dawalam rady, wpadlam w kiepski nastroj, w dodatku karmienie nie szlo. Przyjezdzala praktycznie na kazde rozpaczliwe wolanie, motywowala, zdradzala tricki i mowila tez, ze mam myslec rowniez o sobie. A karmienie piersia to nie przymus, radosc jest wazniejsza i jesli nie chce, to mam odpuscic i cieszyc sie corka na sto innych sposobow. I trafila, bo nie znosze czuc sie zmuszana, a jak mam wybor – to dzialam. 🙂 Corke karmilam do porodu (nakarmilam, usnela, ja wstalam i wtedy odeszly mi wody…). Po porodzie na mleko byly chetne juz dwa moje „wampiry mleczne”. Trwa to wszystko od listopada 2012. 🙂

  29. Witam. Moją córkę karmie już dwa lata.Moim wsparciem był przede wszystkim mąż. Od początku mnie wspierał. Gdy w szpitalu wątpiłam ,bo córeczka nie umiała ssać,raz bo nie miała tyle siły ,ponieważ miała słabe serduszko a dwa że to wynikało z jej wady genetycznej z którą się urodziła. Nawet niektóre położne w szpitalu namawiały żebym karmiła buteką,bo z tego nic nie będzie ,że być może się nie nauczy .A jednak! Udało się nauczyć córeczkę ssać po 2 tygodniach. Potem po operacji serca Nikoli gdzie nie mogłam karmić przez półtora tygodmia.Mój mąż wspierał mnie od początku. Zdawał sobie sprawe jak ważne dla dziecka I jego zdrowia jest mleko mamy. Dziękuje mu za to z całego serca.

  30. Dla mnie największym wsparciem był i jest mój mąż. Dziecko było spełnieniem marzeń. Pierwsza ciąża zakończona wyrokiem – brak akcji serca. To był ogromny cios i ujma dla mnie jako kobiety. No bo jak to? Ja zdrowa, pragnąca dziecka jak powietrza nie mogę go mieć. W drugą ciążę zaszłam jak tylko ginekolog dała zielone światło. Mąż pilnował by mi się nic nie stało… nosił nawet moja torebkę bym nic kompletnie nie dźwigała. I wtedy znowu… krew i biegiem do szpitala. Na szczęście udało się uratować sytuację i pojawił się ON mój synek. Najpiękniejszy na świecie. Nim go poczęliśmy wiedziałam, że zrobię dla niego wszystko by był zdrowy, silny i szczęśliwy. Kiedyś ktoś mi powiedział, że karmienie piersią siedzi w głowie, że jak chcę karmić to mam tak myśleć i tak będzie. Potęga umysłu. Tak postanowiłam i tak zrobiłam. Był płacz – mój i małego. Była krew, złe przestawianie i depresja poporodowa. Mój mąż mimo, że fizjologicznie nie przystosowany do karmienia wspierał mnie z całych sił. Pocieszał i mnie i młodego. Ciągle powtarzał, że jestem silna, dam radę i chwilowy kryzys minie. Brał młodego na spacerki, tulił, kupował mi wszystko co mogło mi pomóc: laktator, poduszkę, nakładki, smoczki, kremy … anioł nie mężczyzna. Kocham moich chłopaków, bez jednego i drugiego nie dałabym rady… karmimy się już 5 miesięcy i będziemy dalej bo wiem, że dam radę.

  31. Słodka minka, oczka mnie szukające, ta niewinność i bezbronność w niej ukryte..tak to największe wsparcie w początkowo trudnej mlecznej drodze..przepełnionej miłością i cierpieniem, bólem związany z nawałem pokarmu, zapaleniem piersi…gdy przyszła stabilizacja kolejnym wrogiem okazała się skaza białkowa…przejście na rygorystyczną dietę..od samego początku wspierał mnie mąż…ale to poczucie ogromnej miłości do niej i tego, że dzięki niej stałam się najszczęśliwsza na świecie…była i jest dla mnie największą motywacja i wsparciem w pokonywaniu codziennych trudności nie tylko na drodze mlecznej, życiowej również..jako matka od momentu wzięcia jej na ręce wiedziałam, że prócz bezgranicznej miłości i poczucia bezpieczeństwa..jedyną najlepszą rzeczą, którą mogę jej ofiarować na tym etapie jej życia…jest moje mleko…jedyne i niepowtarzalne..bo moje..i dzięki niej -tylko dla niej …bogate we wszystkie najważniejsze wartości potrzebne jej do bycia zdrowym noworodkiem, niemowlakiem, człowiekiem..moja mleczna droga to droga początkowo wyboista, ale pełna magii i miłości…współdziałania, współuzależnienia…to czas niepowtarzalny dla matki i dziecka…czas, który tak szybko przemija…a dzięki „Milky Way Jewelery Keepsake With Love” może być zatrzymany już na zawsze…to niewiarygodne, że jedną małą kuleczką, koralikiem itp…można wyrazić tak wiele..i smutek, radość, trud, poświęcenie, bliskość, ale przede wszystkim miłość matki do dziecka! Życzę każdej kobiecie samozaparcia i wiary w siebie i swoje dziecko, bo tylko razem możliwe jest wszystko! Moja cudowna mleczna droga trwa juz 12 miesięcy…i mam nadzieję, że będzie trwać i trwać..dziś karmienie piersią to nie tylko posiłek dla mojego dziecka, to randka matki i córki oraz czas wyciszenia, relaksu i oczywiście wygody!😉 „Inwestujcie” drogie mamy w zdrowie swoich dzieci – tym co macie najlepsze, czyli swoim mlekiem!😊

  32. Karmię moją córkę ponad pół roku i nie wyobrażam sobie końca.
    Karmienie naturalne otacza mnie ze wszystkich stron. Moja mama wykarmila nas siedmioro, choć pracowała na gospodarce i nie miała ani chwili wytchnienia czy odpoczynku… Wszystkie moje siostry karmiły piersią jak i bratowe. ☺
    Nie powiem, że początki były usłane różami, mialam te same problemy co większość mam.
    Ale do dziś pamiętam rozmowę z moim bratem. Mówiłam mu, że córka płacze mi przy piersi i odgina się w drugą stronę, że piersi mam „puste”, a on mi uświadomił, że to minie, bym sie nie poddawała, że to normalne. Potem doczytałam, że to najnormalniej w świecie stabilizacja laktacji. 😉
    Ten sam bracik zapytał mnie na poczatku mojej drogi mlecznej; „Jak długo myslisz karmić? Bo chyba nie krócej niż dwa lata?” . Pamiętam jak wtedy na niego spojrzałam, cos typu: chyba zwariowałeś 😳😄 pół roku, moze rok – powiedziałam mu 😜 o jak ja głupia i nieświadoma byłam 😄
    Teraz jestem mu bardzo wdzięczna za to, że był, JEST. Za to, że po prostu rozmawiał ze mną o tym i o tamtym, i o wszystkim.
    Teraz wiem, że również on będzie mnie wspierał w moim karmieniu aż do samoodstawienia. 😊

  33. Moim największym wsparciem w czasie karmienia jest mąż. Wie o laktacji prawie tyle co ja, wspiera w chwilach zwątpienia, pomaga, a przede wszystkim jest niezwykle dumny z tego, że nasze dzieci (teraz karmię drugie, pierwsze było karmione ponad 3 lata) są karmione kobiecym mlekiem. Kiedy córka się urodziła, miała zamknięte oczy. Mąż pomógł mi przystawić ją do piersi, a kiedy się przyssała, spojrzała na nas swoimi wielkimi granatowymi oczami – całkowicie przytomnym wzrokiem. To jedna z najbardziej magicznych chwil macierzyństwa. Od piątej doby po porodzie oddaję mleko do banku mleka (córka ma 3,5 tygodnia, oddałam już ponad 4 litry) i w tym też mąż bardzo mnie wspiera. Już w czasie ciąży chwalił się lekarzom, że mamy takie plany, a teraz przygotowuje sprzęt do odciągania, opisuje i mrozi mleko, a potem zawozi je do banku. Ludzkie mleko to niezwykła substancja, dla nas obojga możliwość podzielenia się nim z najbardziej potrzebującymi dziećmi jest wyjątkowo ważna.

  34. To niesamowite ale bardzo mocno na karmienie piersianasrawilam siebie wpływem koleżanki która urodziła miesiac przede mna. Znamy sie ze studiów ale nie była to jakas wielka przyjaźń. Raczej bardzo przeciętna znajomość. Gdy okazało sie ze obie byłyśmy w ciazy wtyk samym czasie nasze drogi sie zeszły po latach i mamy wiele wspólnych tematów. Pamietam jak S. mówiła jak bardzo nastawiona jest na kp. Jej zdecydowanie tak na mnie zadziałało ze sama stwierdziłam ze bede karmic i nie ma innej możliwości. Tak tez sie stało. I moje powiedzieć se swoj mleczny sukces zawdzięczam jej. Ja nadal karnie piersia. Ona wlasnie konczy swoją mleczna przygodę. I to wlasnie jej chciałabym podarować mleczne wspomnienie troche na pamiątkę jej drogi i troche w podziękowaniu ze tak mnie ukierunkowała

  35. Poród przebiegł bardzo szybko. Przypadkowa położna, która odbierała Jasia pomogla go przystawic. Byl malutki – niecale 2400. „No, Miniuś, dasz radę. O, proszę, jak pięknie ssie”. Zasnął na 8 godzin. A potem na oddziale horror: budzic! karmic! Nie ssie? No bo za mały! Nie da rady! Dokarmiac!
    Dokarmilam. Ale w głowie cały czas miałam słowa położnej z porodowki. Zaczęłam szukać pomocy. Każdą nową położną ma dyżurze prosiłam o pomoc. Nic. Ale były jeszcze pielęgniarki na neonatologii. Siadalam u nich na stołeczku z Miniusiem na rekach i dlugie nocne godziny czekałam aż się ulituja. I udalo się 🙂 Synek jadł 2 lata. Teraz córeczka. Złapała od razu. Ona sprytna, ale i mama mądrzejsza. Brat przetarł szlaki – Ale tylko ja wiem ile smierdzacych fajami paluchow miał w buzi zanim się nauczyliśmy.
    A wszystko to dzięki przypadkowej położnej, która „ochrzcila” naszego synka Miniuś. Miała na imię Agnieszka. Tyle pamiętam. Dziękuję!

  36. 21.06.2014 r. sobota godz. 18.00 szczęśliwa całuję głowę dopiero co narodzonego syna, którego położono mi na piersiach. Najpiękniejszy moment w moim 25 letnim życiu, którego nigdy nie zapomnę wraz z mężem, który był przy mnie. Po 9 miesiącach ciąży mogłam mu wyszeptać: ” Kochamy Cię synku” (do tej pory płeć była nieznana, gdyż chcieliśmy mieć z mężem niespodziankę). Położna po zakończeniu zabiegów poporodowych pomogła mi przejść na łóżko, zaproponowała żeby dostawić dziecko do piersi i poszła. Wyjęłam więc prawą pierś i dokładam ją do ust dziecka, które od razu zaczęło ją szukać. I tu zaczął się problem, dziecko nie mogło złapać brodawki, szukało, kręciło główką, zaczynało się złościć ale jakoś poszło i udało mu się chwycić. Jednak każde kolejne próby dostawiania do piersi były coraz bardziej trudne. Poprosiłam położna o pomoc, podeszła złapała za pierś, z której już dziecko jadło, stwierdziła że jest dobrze i wyszła. Po kilku godzinach znów miałam problem z dostawieniem dziecka do piersi. Ponownie poprosiłam o pomoc na co położna powiedziała żebym sama próbowała i odeszła. Zostałam sama z problemem. Podstawiłam lewą pierś, dziecko złościło się i płakało a ja nie potrafiłam nakarmić dziecka. Spróbowałam dać mu prawą pierś, z której jadł od pierwszych chwil, i po kilku próbach udało się, bo brodawka już się wyciągnęła.
    Po codziennym ważeniu dziecka, lekarz stwierdził że dziecko się nie najada, przez co spadło z wagi i mam dokarmiać butelką. Skoro tak lekarz zalecił tak też robiłam. Karmiłam jedynie prawą piersią, bo z lewej dziecko w ogóle nie potrafiło jeść, a w między czasie dostawało butelkę. Miałam całą pogryzioną brodawkę, bolało mnie nawet gdy koszula nocna ja dotykała. Płakałam, coraz bardziej byłam zrezygnowana, ale nie poddawałam się, miałam nadzieje że jak wrócimy do domu nauczymy się tego razem. Wracając ze szpitala do domu dzwoniłam do położnej żeby umówić się na patronaże. Pytała o dzień porodu, wagę, wzrost dziecka i jak jest karmione dziecko. Gdy usłyszała że karmię i piersią i mm bo mam z tym trudności, zaproponowała że przyjedzie do nas jeszcze tego samego dnia i mi pomoże. Opowiedziałam jej, że w szpitalu nie miał mi kto pomóc a dodatkowo lekarz kazał dokarmiać mm. Położna po obejrzeniu moich piersi, nie mogła uwierzyć w to co mówię. Do dziś pamiętam jej słowa: proszę pani, ma pani cyce jak donice, przepełnione mlekiem, spokojnie jeszcze jedno wykarmiłaby pani, proszę nie dokarmiać mm. Jakie ja miałam wówczas szczęście, że spotkałam na swojej drodze właśnie tę kobietę. Pokazała mi jak mam dostawiać dziecko i jak trzymać pierś. Wymasowała mi lewą pierś z której dziecko jeszcze nie jadło i wyciągała palcami brodawkę, po czym kazała dostawić dziecko. I w tym momencie łzy same popłynęły z oczu, gdyż syn bez problemu zaczął ciągnąć cyca. Pani Ola położna odjechała dopiero gdy była pewna, że dam sobie radę z karmieniem. Gdyby nie ona, przestałabym karmić piersią, bo nie umiałam tego robić pomimo, że wydaje się to takie proste. Miałam wielki żal do pracowników w szpitalu w którym rodziłam, że nie chcieli mi pomóc, całe szczęście że była położna Ola, która wykonuje ten zawód z przyjemnością i pomogła mi, dzięki czemu karmię do dziś. Oby więcej na świecie takich ludzi jak ona.
    Niestety niedługo przechodzi na zasłużoną emeryturę, dlatego chciałabym podarować jej koralik, który byłby przede wszystkim pamiątką jej pracy, którą wykonywała z powołaniem.

  37. Mogłabym wymienić cały zastęp ludzi dzięki którym moja droga z karmieniem piersią stała sie łatwiejsza, dzięki którym zrozumiałam co, jak, z czym, dlaczego boli, jak pomoc sobie i bączkowi. Mogłabym tez wymienić całe mnóstwo ludzi, którzy próbowali podciąć skrzydła, kopnąć w piszczel i powiedziec ‚oj glupia Ty!’.
    W całym tym galimatiasie jest jedna tylko i wyłącznie jedna jedyna osoba bez ktorej nie dałabym rady, bez ktorej wiem jak ważne i jak cenne jest to co robie a robie to juz 13 miesiecy bez tygodnia. Gdyby nie Olo, gdyby nie ta mała istotka (no dobra juz nie taka mała ale dajcie matce sie porozczulac jeszcze 😉 ) nigdy nie poznałabym tej więzi. I choć nie wierze we wróżki ani czary mary to nie znam innego słowa na to niz MAGIA <3

  38. Karmię moja córeczkę 26mcy. Pierwsza karmilam tylko 8. Kazdy mówil: nie dasz rady, karmienie i etat? Poddalam sie. Z duga córka jest inaczej, szkoda ze wsparcie mam tylko na grupach fb. Wiekszosc mówi, to juz bez,sensu, uwiązanie. A ja codziennie gdy wracam z pracy slysze tupot malych stopek i wolanie: mamusia, cycy😍 niczego wiecej mi nie trzeba.

  39. To może.będzie egoistyczny wpis. Może powinnam docenić wszystkich, którzy wokół mnie byli i są, i wspierają mnie tak w ogóle. Ale tak naprawdę, jeśli chcę być szczera, to w karmieniu piersią od początku wspierała mnie moja zawziętość i upór. A one pojawiły się dzięki tej największej miłości jaka istnieje. Miłości do dzieci. Miałam dużo szczęścia i moja, właściwie nasza, mleczna droga nie była tak wyboista jak to często ma miejsce u innych. Ale spotkałam na niej kilka przeszkód, z którymi uporalam się wlasnie dzięki sobie. Wbrew obawom i niepewności innych. Ja wiedziałam i czułam lepiej. Nasza mleczna droga trwa już niecałe 3 lata i prawie rok w tandemie <3

  40. Moja mleczna droga rozpoczęła się 4 lata temu i trwa do dziś. W dużej mierze odmieniła moje życie 🙂 początki były bardzo trudne, wiele osób z mojego otoczenia próbowało mi pomóc, jednak ich brak doświadczenia w temacie sprawiał, że kończyło się na „mnie też było trudno. Może lepiej podaj butelkę”. Niewiadomego pochodzenia determinacja pomogła mi pokonać trudności, a na mojej drodze spotkałam cudowną kobietę, która stała się moją przyjaciółką i zabrała mnie na spotkanie La Leche League. I tak co miesiąc razem z dzieckiem jeździłam na spotkania kobiet karmiących piersią. To tam zobaczyłam, że można karmić dłużej niż pół roku, rok, dwa czy trzy. Że można karmić w tandemie i można karmić bliźnięta. Że powrót do pracy nie musi być powodem odstawienia. Co miesiąc od liderki LLL dostawałam porcję rzetelnej wiedzy na temat karmienia piersią i mleka mamy. Ale najważniejsze jest to, że na spotkaniach poznałam fantastyczne matki, kobiety, z którymi przez te kilka godzin w miesiącu rozmawiałam o trudach i radościach karmienia piersią i macierzyństwa. Poczułam się częścią wspólnoty, w której się nie ocenia lecz wspiera. A to wszystko dzięki jednej kobiecie, która zawsze mnie wspiera i zabrała mnie ze sobą na pierwsze spotkanie LLL…

  41. Mam dwie mleczne przygody, pierwsza zaczęła się 16 lat temu (Omg mam już takie stare dziecko?!? niemożliwe), no ale te 16 lat temu, gdy dostałam ósemka na ręce byłam młodą, pełną ideałów mamusią, wydawało mi się że macierzyństwo to sielanka miodem i mlekiem płynąca. Pierwszy kryzys w mojej głowie pojawił się kilka dni po powrocie do domu, karmienie na żądanie przerosło moje wyobrażenia-jak można tak często jeść właściwie bez przerwy?! O co kaman? Dlaczego między kamieniami nie mogę usiąść i jeść jak cywilizowany człowiek tylko jem na partyzanta leżąc w okolicy pościeli, dlaczego nie mogę się umyć bez pośpiechu, dlaczego nie mogę ubrać się ładnie uczesać włosy i wyjść z moim pięknym dzidziusiem na spacer?? Otóż nie mogę tego wszystkiego ponieważ Dzidziuś mój jest wciąż i wciąż i wciąż głodny, pierwsza myśl 💭 mam za mało pokarmu, druga synek się nie najadł, trzecia trzeba kupić mleko… najprostsze rozwiązanie ha! jestem genialna!
    Podzieliłam się tą genialną myślą z mamą, usiadła obok (bo oczywiście karmiłam synka) i powiedziała żebym nie odpuszczała tak łatwo, żebym się nie poddawała, bo mi zazdrości, gdy mnie urodziła karmienie mm było propagowane jak dziś i wtedy (16 lat temu) karmienie piersią że żałuje że nikt przy niej nie usiadł i nie próbował jej przekonać, że karmiła mnie tylko 3 tygodnie i żebym jeszcze spróbowała 🙂 bo warto.
    Karmiłam synka przez pierwsze 3 miesiące praktycznie cały czas z nim leżąc, dla niego karmienie na żądanie wyglądało właśnie tak, że żądał cały czas, później rzecz jasna wszystko się unormowało i tak minęły 2 lata, nie żałuję ani jednego dnia, to była piękna mleczna przygoda, syn ma dziś 16 lat, mamy specyficzną więź, często rozumiemy się bez słów 🙂
    Od 11 tygodni jestem znowu mamą Maluszka, oczywiście teraz jestem mądrzejsza o doświadczenie sprzed lat karmię go na żądanie bez tej myśli z tyłu głowy a może by mm, kupiłam laktator więc i tatuś i babcia mają swoje chwilę radości. Ale czasem się zastanawiam czy gdyby nie ta krótka rozmowa wtedy karmiła bym piersią drugiego synka dziś? Na rynku dostępne różne mleczne możliwości, piękne kolorowe bezkolkowe buteleczki… pewnie nie, pewnie karmiła bym mm. Dlatego zarówno ja, jak i moje dzieci dziękujemy Ci Mamo/Babciu za tą rozmowę odbytą w pościeli dzięki której mleczna przygoda dalej trwa 🙂

  42. Dla mnie największym wsparciem w kp pierwszej córki był jej ojciec, mój M 😃 początkowo wszystko przebiegło jak w bajce 😉 8tyg karmienia co 2-2.5 godz, mleko tryskające jak z fontanny, świetne przybieranie na wadze. Wówczas po prostu dopingowal i czułam, że jest dumny z naszej mlecznej drogi 😃 potem okazało się,ze córka jest mega alergikiem z b silnymi reakcjami. Pomimo to, że nigdy nie reagowała na alergeny z mojego mleka- przez 14mies byłam na diecie bez kilkunastu jej alergenów. Wiele osób mówiło” po co to robisz? Przecież ona ma ponad rok i nie potrzebuje już mleka!?”. Moj M nigdy nie zwątpił w sens dalszego kp, w zasadność mojej diety i nie tylko wspierał mnie w tym, ale także nie grymasil jedząc wspólnie z nami odalergizowane potrawy. Dotrwalysmy z Laura do 26miesiaca kp! Jesteśmy z tego mega dumni. M nie krytykował mojej decyzji o dalszym kp kiedy byłam już w 2ciazy( wciąż na diecie eliminacyjnej) tak jak wielu innych. Ostatniego dnia 1trymestru kp ostatni raz, bo niestety zachcianki z alergenami córki, z kt włączyłam dzielnie , wzięły górę, a nie chciałam popsuć efektów tak długiej de. Teraz kp 7tyg Livie. Zaczęło się od mega bólu , że względu na wędzidełko, ale M widząc zaciśnięte zęby i łzy w oczach podczas kp przed podcinaniem wędzidełka dodawał mi otuchy. Nie protestował ani przez chwilę,ze że względu na kp dzieliliśmy łóżko z Małą przez tych 26mies, za co kocham go jeszcze bardziej😃

  43. Jestem mamą dwóch cudownych dziewczynek dokładnie co do dnia rok po roku! Pierwszą niestety karmiłam krótko, gdy zaszłam w drugą ciąże zaczęłam plamić. Lekarz wprost powiedział, jeśli chce Pani donosić ciąże, proszę natychmiast odstawić dziecko od piersi. Jak widać ciąża jedna po drugiej i karmienie to za duże obciążenie dla organizmu. To była bardzo ale to bardzo ciężka decyzja. Ona była jeszcze taka malutka i bezbronna! Ale to maleństwo w brzuszku też mnie potrzebowało. Choć wiem, że w bezproblemowo przebiegającej ciąży mozna karmic piersią, jednak u mnie stanowiło to zagrożenie. Z ogromnym smutkiem odstawiłam mojego okruszka. Ale juz wtedy wiedziałam, ze drugie dziecko będę karmiła dużo dłużej. Gdy starsza córka zaczęła raczkować, nagle przytulanie się było jej niepotrzebne. „Nie miała” na nie czasu. Jak wtedy mi, jako matce, brakowało tych chwil bliskości z dzieckiem. ale to właśnie ten smutek, te braki w serduszku jeszcze bardziej mobilizowały mnie by drugie dziecko karmić naturalnie jak najdłużej. Moja druga córeczka ma juz 10 miesięcy. Starsza siostrzyczka biega po pokoju a młodsza przytula się do maminej piersi wyciągając z niej to co najcenniejsze. Czuje się spełniona. Daje mojej córeczce coś wspaniałego, a ona w zamian za to wypełnia lukę w mym sercu. a co robi starsza? Nagle znów nauczuła się przytulać, choc piersi juz nie chce, to gdy siostrzyczka je ona szybko biegnie do nas i się przytula razem z nami. Tak, to właśnie dzięki niej, dzieki tej małej istotce wytrwałam mimo problemów przy karmieniu piersią. i te chwile z moimi córeczkami są najpiękniejszymi w życiu. Celebruje je każdego dnia. a dziewczynki dzięki temu mają niesamowicie silną więź ze sobą mimo ze są takie małe! i choć w nocy nadal wstaję na karmienia 5-6 razy, to błoga mina mojej dziewczynki przytulonej do piersi, tam gdzie czuje się najbezpieczniej, wszystko mi wynagradza. Tak więc kp to nie tylko najlepszy pokarm. to miłość, bliskość, bezpieczeństwo, silna więź i w naszym wypadku nie tylko między mamą a dzieckiem ale również między siostrzyczkami. Ta radość na twarzy moich córeczek podczas tylko naszych kilku minut jest nie do opisania.

  44. Moim największym wsparciem jest mój Partner. Owszem początki były ciężkie dla całej naszej trójki. Z czasem dogrywamy się i współdziałamy. W czasie połogu cierpliwie podawał mi Marysię do łózka, aby mogła ją nakarmić. Kiedy miała problem z apetytem śpiewał jej nawet wymyśloną piosenkę: „Look what we have here for you. Here it comes a tasty boob. Look what we have here for you. Here it comes another boob”.
    Ba! Nawet doradził innemu Tacie – sąsiadowi pomoc i zaproponował wizytę promotorki laktacyjnej.
    Nie ma między Nami tabu. O każdej porze dnia i nocy służy on nam pomocą, czy to pędzi po środki przeciwzapalne, czy po ciastko czy wodę. Pamiętam sytuację ze szpitala, kiedy pomagał mi karmić Mary przez sondę; w jednej ręce trzymając strzykawkę, a drugą karmił mnie falaflem – ot taka ekwilibrystyka.
    Bardzo mu za to dziękuję.

  45. Gdy urodziłam synka byłam jak Ty przeświadczona, że rodze, przystawiam i je. Chyba właśnie dzięki temu i przykładom z dość dkp w rodzinie tak się właśnie stało! Urodziłam, przystawilam i działa 9 miesiąc! Ale 😉 początki były jak zawsze, bolało (bardzo), nie radzilam sobie z przystawieniem do prawej piersi, synek wisiał i wisiał. W tej burzy hormonalnej, z tymi drobnymi problemami nie było przy mnie jakiejś jednej konkretnej osoby, która mnie szczególnie dopingowala. Za to było mnóstwo, które NIE przeszkadzały! Boże, teraz wiem jakie to ważne! Poza teściową (standard nie? 😉 ) nikt nie mówił, masz mało mleka, nikt nie mówił co tak wisi, głodny jest, nikt nie pytał coś ty zjadła?! Mąż nie marudzil tylko przynosił obiad i wodę a ja karmiłam, karmiłam, karmiłam. Mama, ciocia, kuzynka, przyjaciółka pytane odpowiadały, nie pytane się NIE wtracaly! Potem pojawiła się grupa na portalu społecznościowym- wór zdrowej wiedzy! Mózg przestawiony na tory „karmię, jestem superbohaterem mojego dziecka”. Potem kolejna grupa, ciepła, domowa, zabawna, grupa kobietek pozytywnie nakreconych, grupa w której łączy nas kp i codzienne problemy. Teraz mam moc, mam więcej wiedzy, ciut doświadczenia i już realnie pomoglam wygrać walkę o kp koleżance! Czysta radość! Ale kula, druga kula? Komu? Mężowi! Za to co powiedział wczoraj! Rozmawiał z kolegą, którego żona będzie rodzić w szpitalu znanym z zabijania kp, mm rada na całe zło. Powiedział mu „uważaj, żeby nie wcisneli twojej żonie, że nie ma mleka! Pier**** głupoty aż się płakać chce!” Uzyskał odpowiedz, że oboje chcą kp, że pierwsza propozycja butelki skończy się ową butelką na ścianie 😉 za te głupoty, za to, że nigdy nie usłyszałam bajki o butelce, za to, że przy rozszerzaniu diety słyszę „ej, może więcej cyca, mniej jedzenia, zobacz, kupy nie ma drugi dzień ” za to mleczna kula dla męża! I mleczne kuleczki dla wszystkich, którzy mi dzielnie NIE PRZESZKADZAŁI! 🙂
    P.s wyszło mi więcej niż zdanie? 😉

  46. Karmilam synka 5.5 mies niestety. Największym wsparciem był dla mnie mąż bo to on uświadomił mi nie pokarm z piersi jest najwartosciowszy. Podczas nawalu masowal guzy podczas gorączki przystawial. Za kilka dni pojawi się na świecie nasza córka i mam nadzieję że ja wykarmie możliwie jak najdłużej

  47. Nie będę zmyślać- największym i jedynym wsparciem w karmieniu piersią mojego Cudu Życia jest… Moja własna, osobista INTUICJA.
    Karmię już prawie 8 miesięcy. Nie powiem, aby było kolorowo. Cały czas coś się dzieje- a to za dużo mleka, a to za mało, a to inne problemy. Z każdej strony wokół siebie słyszę, że głodzę dziecko (które pięknie się rozwija), że nic o życiu nie wiem, że wręcz krzywdzę tym swoim podejście Córeczkę…
    To własnie Ona- matczyna Intuicja jest moją najlepszą przyjaciółką od kiedy mam dziecko i jeszcze nigdy mnie na tej Drodze nie zawiodła!
    Ileż razy kogoś prosiłam o poradę, każdy traktował mnie jakby to, że karmię swoje dziecko piersią było zabawą, a ja głupim dzieckiem- ale ja patrząc na moje maleńkie Życie, które trzymam w ramionach wiem, że warta tych chwil była każda łza, każda chwila zwątpienia i każda iskierka nadziei na lepsze jutro 😉 Intuicja mówiła i mówi:- „przeczytaj gdzie tylko się da jakieś kompetentne i rzetelne informacje na temat danego problemu, bierz pupe w troki, zakasaj rękawy, przetraw to po swojemu i DZIAŁAJ KOBIETO!” I tak sobie działam sama, ale nie samotna bo we trzy Ja, Matczyna Intuicja i moja maleńka Córeczka! 🙂
    Mam nadzieję, że kiedyś ja będę mogła być taką Intuicją dla jakiejś bliskiej bądź dalszej mi kobiety, bo wiem jak ważne jest wsparcie w tym temacie.
    Pozdrawiam Mamusie Karmiące!
    Każda z Was jest Bohaterką największą z największych!

  48. Dla mnie największym wsparciem jest mąż mama oraz mój synek który pije dopiero 19 miesiąc;) maz zawsze broni moich poglądów przed napadajacymi na mnie ludźmi w rodzinie i nie tylko, mama zawsze przyjmowała to jako naturalne, drugi koralik chciałabym ofiarować synkowi jako pamiątkę do końca życia i dowód bezgranicznej miłości matki do dziecka, byłaby to doskonała kwintesencja do pięknego zestawu obrączki i serduszka które się właśnie tworzy u sofi. Koralik na bransoletkę !;)))

  49. 2 Miesiáce temu w wieku 39 lat zostalam poraz 3 mama. 2 pierwszych dzieci nie moglam karmic piersia gdyz nie mialam pokarmu i nikogo obok kto by mnie wspieral. Bylam mloda i nie walczylam o pokarm. Teraz mam 39 lat i postanowilam ze bede walczyc bede karmic piersia. Jas urodzil sie 4 kilo jadl bardzo duzo niestety moj organizm nie nadanzal z produkcja polozne i wszyscy w kolo doradzali mi abym odpuscila i przeszla na sztuczne mleko. uczucie kiedy dziecko szuka piersi kiedy ssie i patrzy mi prosto w oczy, kiedy przytula sie tylko po to zeby zasnac zwyciezylo. zawzietosc upór i niezapomniane cudowne chwile podczas karmienia wygraly. Jas ma 2 miesiace ja mam mleko oby jak najdluzej i to on jest dla mnie najwiekszym wsparciem

  50. Karmię 9 miesięcy. Ale nie jest to takie oczywiste karmienie. Od 9 miesięcy ściągam pokarm dla mojej córeczki. Mała od początku nie dała się przystawić do piersi, co wywoływało u mnie poczucie winy, płacz, załamanie. Mój partner wspierał mnie od początku, ba- żeby było mi łatwiej sam kupił mi elektryczny laktator. Teraz wspomagam się radami mam KPI i oby nasza mleczna droga trwała jak najdłużej. 🙂

  51. Najwiekszym wsparciem jest Mój mąż, myślę że gdyby sam mial piersi pełne mleka karmil by ze mną, zawsze przynosi mi malutką i nazywa ją Naszym cycusiem. Pierwszego syna karmilam 15 mc przwz ciążę, córkę bede dluzej. Jezeli czegos nie wie na temat karmienia zawsze odpowiedzi szuka na stronach poświęconych dla karmiących. Nigdy nie mówi ze mam dawac obiadki (mala 5 mc) Moja mama przeszla krotka droge w kp dlatego złe rady sprawily ze krotko karmilam syna. Teraz wiem ze gdy mąż jest przy mnie nikt nie zakłóci mi mojej mlecznej drodi do sukcesu.

  52. Witam,
    Nie mogę za dużo powiedzieć o KP bo jestem mężczyzną, ale wiem że nie jest to łatwe patrząc na moją żonę. Do opisania naszej historii namówiła mnie bratowa, która również karmi piersią, ale z dłuższym stażem od nas.
    A więc od 7 miesięcy jesteśmy rodzicami naszego pierwszego dziecka. Po wspólnym porodzie mieliśmy problemy z dostawieniem dziecka do piersi, dziecko złościło się a żona traciła nadzieję. Widziałem jej smutek i ból. Wiedziałem że bardzo chciałaby karmić, pomimo że brodawki były pogryzione, a piersi przepełnione mlekiem. Nie mielismy nikogo kto mógłby pomóc. Zacząłem więc szukać jej w sieci, pomogły nam fora, blogi i różnego rodzaju filmiki. Każde karmienie szło nam coraz lepiej, aż doszliśmy do perfekcji. Żona karmi obecnie na leżąco, siedząco, zdarza się i na stojąco i z „pod pachy” 😉 Od nie calego miesiąca żona wróciła na pół etatu do pracy, ale nie przeszkadza to w dalszym karmieniu piersią. Przed wyjściem do pracy żona karmi dziecko piersią, podczas jej nieobecności dziecko dostaje wcześniej odciagniete mleko, a po jej powrocie dziecko dostaje cyca. Baliśmy się, że dziecko będzie chciało jeść tylko z butelki bo się przyzwyczai, jednak więź i przywiązanie do cyca zwyciężyło. Nie ma dla mnie piękniejszego widoku niż wspólne spojrzenia w oczy moich dam podczas karmienia. Na pamiątkę zrobiłem im dyskretnie kilka zdjęć, po takie są najlepsze. Jednak najpiękniejsza pamiątka dla nas, dla naszej wspólnej DM bylby koralik wypełniony mlekiem. Pamiątka „razem od poczęcia” bo nie na tym kończy się rola mężczyzny.

  53. Karmiłam córkę przez 21msc i nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej przy drugiej córeczce, wszystko dzięki mojej wspaniałej mamie, która wykarmiła trójkę córek i wszystkie do wieku 3lat. Dlaczego dzięki niej? Dlatego, że od zawsze mówiła o tym jak karmienie piersią jest dobre dla organizmu nie tylko dziecka, ale i matki, że karmienie piersią to jest coś wyjątkowego i do teraz widzę jaka jest z tego dumna, że mogła nas karmić. Zostałam nauczona, że karmienie piersią jest czymś naturalnym i bardzo ważnym, ale wyjątkowym. A teraz ja wiem co moja mama czuje, ponieważ od kiedy zaszłam w pierwszą ciążę wiedziałam, że będę/musze karmić piersią i nawet nie myślałam, że mogłoby być inaczej, jestem szczęśliwa, że mogłam i znów będę mogła karmić piersią, bo to jest też budowa więzi z dzieckiem. Tak naprawdę, gdyby nie moja mama i jej opowieści, nauki i zachwalania, mogłoby być zupełnie inaczej, mogłabym nie być taka silna i pewną siebie co do karmienia piersią.

  54. Ja mam dwie osoby bez których na pewno moja droga mleczna nie byłaby taka jaką jest lub nawet w ogóle by jej już nie było. Pierwszą z nich to mój ukochany mąż, który stanął na wysokości zadania we wszystkim – ogarnął dom, zakupy, rachunki, jedzenie, siebie, psa.. wszystko, abym jak mogła „siedzieć” z Antkiem 4 miesiące na kanapie. Drugą z nich jest moje guru laktacyjne czyli Ty, bez Ciebie i Twojego wsparcia moje poczucie pewności byłoby zerowe. Fajnie mieć kogoś, kogo czytasz i wiesz, że to prawda i kropka. Bez sprawdzania, zastanawiania się. Po prostu czytasz i wiesz, że tak jest. Dziękuję 🙂

  55. Laurkę karmię 10 miesięcy
    I w karmienia wsparciem mym ona największym.
    Kocham gdy do mnie się przytula
    Gdy małymi rączkami me piersi otula.
    Kocham gdy do serca główkę swą przybliża
    Wiem że czas karmienia już się zbliża.
    Wspiera mnie Lusia i za mleczko dziękuję
    Pięknie się rozwija, wcale nie choruje.
    Jest pogodna taka , kocham ponad wszystko
    Karmię ją piersią bo uwielbiam jej bliskość.
    Jej małe ciałko kruche mleczko ssie i zasypia
    Czemu nadal piersią? Nie jeden mnie pyta.
    A dlatego piersią że to dla mnie wygoda
    Dla córci to zdrowie pokarm no i woda.
    Mamusi cycuś zawsze Lusi smakuje
    Gdy spać się chce utuli, przynosi ulgę gdy ząbkuje.
    Wsparciem jest więc moja maleńka córeczka
    To dla niej mama produkuje wciąż i wciąż dużo mleczka.
    A jej uśmiech mi co dzień za to dziękuję
    I to najbardziej w świecie mnie motywuje.
    Kocham moje dziecko najbardziej na świecie
    Wiem kochane mamy że mnie zrozumiecie.

  56. Czy ktos mnie wspieral w karmieniu piersia? Niestety nikt. Podjelam ta decyzje sama i w niej trwam, a jedyna osoba ktora mnie do tego motywuje jest ta malenka istota ktora tak lubi moja bliskosc. Kiedy ja karmie a ona patrzy na mnie swoimi slicznymi oczkami i widze jak jest jej dobrze, nie wyobrazam sobie aby rezygnowac z karmienia. Kiedy malenstwo przerywa jedzenie aby spojrzec mi w oczy i sie ysmiechnac jest to najpiekniejsza chwila w moim zyciu. Moje malenstwo jest dla mnie najwiekszym motywatorem do podazania droga mleczna. Każdy ma chwile slabosci, a wtedy ona jest moim „wsparciem”. Jej oczka pragnace bliskosci mamy i jedzonka przy ktorym spokojnie zasypia z usmiechem. I takiej motywacji zycze kazdej z was !

  57. Kto mnie wspierał przy karmieniu?
    Kto me łzy miał na ramieniu?
    Mój mąż drogi, ukochany
    Córcią zafascynowany.

    Mówił- „wierzę, że dasz radę!
    Na otuchę kwiatka Ci tu kładę.
    To najcenniejsze co możesz jej dać
    Część obowiązków będę na siebie brać.
    Problemy na pewno wkrótce miną
    A wspólne chwile nigdy nie przeminą.
    Jakie to piękne gdy się karmicie wtulone
    W siebie z taką miłością wpatrzone.

    Rano nie masz siły wstać?
    Ja Ci mogę kawke dać.
    Potrzebujesz odpoczynku?
    Pójdziemy na spacer, pomyśl o spoczynku.
    Mała jadła w nocy co chwilę?
    To za to ja Ci dzień umilę.
    Jesteś mamą najwspanialszą
    Dla mnie żoną najukochańszą!”

    Karmienia piersią mi przypomina zalety
    W ich zestawieniu trudności to bzdety.
    Mimo ze co dzień ciężko pracuje
    Czas dla rodziny zawsze znajduje.

    Tak bym chciała mu podziękować,
    Choć symboliczny prezent podarować.
    Bo dzięki niemu wciąż siły na karmienie znajduję
    Słów wdzięczności mi za to brakuje.

  58. Karmienie… mam wrazenie ze dla nas to niekonczaca sie przygoda. Najwiekszym, nieocenionym i jakze skutecznym wsparciem dla mnie jest Moja Corka. Jestesmy same i tak naprawde mamy tylko siebie. Ma juz 18 miesiecy, od samego poczatku mialysmy to szczescie ze z karmieniem nie bylo najmniejszych problemow. Pieknie ssala, najadala sie. Bardzo sie cieszylam. Bez laktatorow bez butli kazdy dzien tylko piers. Problemem jedynie byla moja wytrwwalosc gdy zeby wychodzily czy gdy juz duza caly czas by byla przy piersi. Wspaniale lecz byly momenty zmeczenia, ale ona jak by je wyczuwala i przychodzi przytulac i mnie i cycuszka potrafila nawt dac buziaka czy zrobic mu „moj, moj ” pokazywala jak dla niej jest wazny. Chce jej dac to co najlepsze a jesli Ona sama pokazuje jak cieszy ja piers, wystarczy, ze zlapie raczka 🙂 jak moglabym odstawic. Uwielbiam jej wyraz twarzy, oczy ktore patrza sie na mnie pelne radosci, uczucie spokoju i bezpieczenstwa gdy jest przy piersi. To sa nasze najpiekniejsze chwile, ktore obie doceniamy.<3

    Przepraszam za pisownie, ale telefon nie obsluguje polskich Znakow.

  59. Moja Mleczna Droga nie jest jeszcze zbyt długa, ale za to bardzo wyboista, dużo górek i dolinek. Początek byl niesamowicie trudny…. Będąc w ciąży wiedziałam, ze gdy urodzę córeczkę będę ją karmiła piersią. Wszędzie tylko słyszałam – trzeba karmić piersią! Musisz karmić piersią! Ale nikt nie powiedzial, że ta Droga nie jest usłana różami i nie jest to takie proste. Po porodzie karmienie bylo koszmarem, czułam się jak zła matka, bo nie potrafiłam przystawić Poli do piersi, nie mogłam jej nakarmić. Każda położna mówiła co innego, byłam skołowana i chciałam uciec ze szpitala. Po przyjeździe do domu ściągałam mleko do butelki. Z kimkolwiek nie rozmawialam znów słyszałam te same słowa – musisz karmić piersią! Musisz! MUSISZ!!!! Płakałam za każdym razem gdy ściągałam pokarm, gdy myłam i sterylizowałam butelki. Ale na szczęście do czasu. Otaczało mnie kilka osób, bez których nie poradziłabym sobie i poddałabym się. Są to moja mama i mój kochany mąż. Mama, zawsze gdy była ze mną powtarzała: „Marysiu, i tak jesteś bohaterką, ze chce ci się walczyć z laktatorem i butelkami. Będzie dobrze, tylko weź przystaw Polkę. Zobaczysz, ona załapie!” I załapała:) załapała w dniu, gdy skończyła 3 tygodnie. Teraz karmimy się juz 11 miesięcy i nie planujemy kończyć tej przyjemności. Gdyby nie wsparcie mojej kochanej mamy nie mogłabym doświadczyć tego wspaniałego uczucia i więzi z dzieckiem jakie daje karmienie piersią. Mojej mamie będę wdzięczna za to do końca życia. Wzruszyłam się przy pisaniu mojej historii…

  60. Naturalne i oczywiste było dla mnie, że będę karmiła piersią. Nie spodziewałam się jednak, że los może być taki przekorny. Pokarm wypływał ze mnie już pod koniec ciąży więc nawet nie przyszło mi do głowy, że mogą być z karmieniem takie problemy. Mały urodził się jako wcześniak. Zamiast pozwolić mi go karmić pierwszą noc podawano mu mleko modyfikowane. Gdy na drugi dzień miałam już synka przy sobie i pozwolono mi na pierwsze próby karmienia okazało się, że mały nie potrafi złapać brodawki. Wtedy mój mąż poleciał po nakładki i zaczęła się walka. Były łzy, zwątpienie, bezsilność. Mały spadał z wagi. Położne na siłę podawały butelkę, a ja nie dawałam za wygraną i nie spałam tylko ciągle próbowałam karmć. Gdy mąż wracał do domu, a my zostawaliśmy w szpitalu cały czas pocieszał mnie SMSami. Pewnego dnia wpadł na pomysł, który okazał się strzałem w 10. Kupił mi laktator i przyniósł butelkę. Doszedł do wniosku, że skoro mleka jest tyle, że po każdym karmieniu jestem cała mokra to można je wykorzystać inaczej niż mocząc ubrania ;-). I tak po tygodniu pobytu w szpitalu mały zaczął ładnie przybierać na wadze i wyszliśmy do domu. I tutaj także męża pomoc była niezastąpiona. Nie słuchałam rad położnej i wszystkich życzliwych, że dziecku nie powinno dostawać butelki bo się rozleniwi. Nasze nocki wyglądały tak, że ja ściągałam pokarm, a mąż nim karmił małego. Dzięki temu dziecko się najadło, a ja mogłam chociaż chwilę pospać. Drażni mnie tylko stereotyp, że łatwiej jest karmić piersią. U nas karmienie wyglądało tak: odciąganie pokarmu( za szybko pokarm leciał i mały nie jadł), przyłożenie do piersi, dokarmienie mlekiem z butelki (mały nie jadł jak za wolno leciał pokarm. Ja odciągałam mąż karmił.) I do tego i ja i mały cali w mleku. Pamiętam naszą pierwszą podróż do neonatologa (50km ) od domu. w torbę trzeba było zapakować ubrania dla mnie i małego. Termos z wodą do przygrzania mleka, butelki, miskę, odciągnięte schłodzone mleko i laktator. Ale z pomocą ukochanego dawałam radę. Później był kryzys 3. miesiąca i znowu pod górkę, ale uratowało nas zamrożone mleko. Zaczęły się też kolki. Przeszłam na dietę. Mąż gotował i jadł razem ze mną to samo aby mnie nie kusić tym co było zabronione. Minęło 15 miesięcy naszej mlecznej drogi. Od wyjścia ze szpitala nie korzystaliśmy z mleka modyfikowanego. Chciałam karmić i dzięki wsparciu męża udało mi się to. I jestem mu za to wdzięczna. Mam nadzieję, że nasza mleczna przygoda jeszcze potrwa bo narazie psychicznie nie jestem gotowa na odstawienie małego od piesi. Mam idealny wzór do naśladowania. Moja mama, która karmiła nas ile tylko mogła oraz żona kuzyna, która mimo tego, że słyszała przykre komentarze karmiła córkę 2,5 roku. Na te dwie kobiety mogę zawsze liczyć. Nigdy nie pouczają, a rady dają tylko wtedy, kiedy się o to prosi.
    M-leczna droga to coś pięknego. Pozwala przeżyć matce coś cudownego.
    I- tylko mnie boli znajomych opinia, że karmiąc piersią głodzę ja syna. No fakt, czasami w nocy się zdarza wstawać co godzina.
    L-ubię tą chwilę, gdy synek nakarmiony zasypia do mojej piersi mocno przytulony.
    K-oralik mleczny to moje marzenie. Niestety jak dla mnie w zbyt wysokiej cenie.
    Y
    W-szyscy nas pytają dlaczego piersią, a nie butlą małego dokarmiamy. Wtedy grzecznie, ale stanowczo odpowiadamy: „Po prostu pieniędzy na to nie mamy”
    A- teraz rodzinnie kciuki trzymamy i na wyniki niecierpliwie czekamy.
    Y

  61. Gdy po dwóch dobach bez snu urodziłam Wojtusia i pierwszy nasz kontakt to było właśnie ssanie piersi przez niemal 2 godziny, byłam najszczęśliwszą matką (kobietą!) na świecie. Nie sądziłam, że przede mną jeszcze kolejne 3 doby bez snu, właśnie przez problemy z laktacją. Mówili „musisz dokarmić”, straszyli kroplowką, a ja nie poddałam się – dzięki mojej Mamie. Ona też się nie poddała gdy 28 lat temu zaraz po urodzeniu ciężko zachorowałam, a lekarz powiedział jej, że jedyne co uratuje mi, życie to jej pokarm. I tak karmiła mnie do trzeciego roku życia. Podwójne zawdzięczam jej życie – jak więc ja mogłabym powiedzieć: „Nie uda się, nie mam pokarmu”?! Karmię miesięcznego syna i od tej pory przybrał na moim mleku już 1700g 🙂 Dziękuję za wsparcie Mamo!

  62. Dziękuję wszystkim za udział w konkursie! Wasze historie są wzruszające i oczywiście chciałabym nagrodzić każdy komentarz. Udało mi się jednak wybrać trzy – na końcu wpisu podałam imiona zwycięzców. Piszcie do mnie mailem, podając swoje dane, konieczne do odbioru nagród.

    • Dziękuję bardzo. Żonka będzie zachwycona. Pozdrawiam wszystkie karmiące mamusie i życzę Wam niekończącej się DM.

      P.s. do wzięcia udziału w tym konkursie nie potrzebna była odwaga. Tworzymy z żoną wspaniałe małżeństwo i nic co kobiece nie jest mi obce 😉

  63. Dziękuję bardzo. Żonka będzie zachwycona. Pozdrawiam wszystkie karmiące mamusie i życzę Wam niekończącej się DM.

    P.s. do wzięcia udziału w tym konkursie nie potrzebna była odwaga. Tworzymy z żoną wspaniałe małżeństwo i nic co kobiece nie jest mi obce 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *