Bęc, zmiana – czyli karmienie piersią po 3 m. ż.

11050214_1661552937391238_3121920258313075873_nCzęsto spotykam się z wątpliwościami kobiet, ktorych dzieci mają trzy albo cztery miesiące i nagle coś się zmienia w ich karmieniu, coś się dzieje niepokojącego albo po prostu innego niż dotychczas. Przyznam, że ja sama nie za bardzo zauważałam na tym etapie, że coś się wydarzyło, pomijając ulgę, że piersi już nie tak ciężkie i że ssak mnie czasem jednak puszcza 😉 Czasem bywa jednak, że ta lekkość piersi albo krótsze i rzadsze jedzenie niepokoi rodziców. Niekiedy dzieją się też inne rzeczy, o których warto wiedzieć.

Stabilizacja laktacji
Przede wszystkim mniej więcej po dwóch-trzech miesiącach laktacja się stabilizuje. Oznacza to mniej nawałów (ciężkich, przepełnionych, czasem bolesnych piersi). Mówi się, że „laktacja jest na poziomie potrzeb dziecka”. To znaczy, że organizmy matki i dziecka już się zgrały i piersi nie muszą produkować wielkich ilości mleka na zapas, byle tylko dziecko się najadło. Z biologicznego punktu widzenia bardziej korzystne dla matki jest produkowanie dokładnie tyle pokarmu, ile potrzeba dziecku, żeby nie zużywać energii niepotrzebnie. To, że mleko nie wycieka, że piersi są miękkie, a nawet, że laktator mało odciąga – to są bardzo dobre objawy świadczące o tym, że laktacja się ustabilizowała. Z punktu widzenia dziecka ten etap powoduje czasem dwa zupełnie przeciwstawne „problemy”:

Dziecko musi się namęczyć przy piersi, mleko już nie leci samo. Po pierwszych łykach, gdy maluch wypija mleko nagromadzone w piersi, musi nieco poczekać, aż dalsze ssanie spowoduje produkcję pokarmu na bieżąco (to własnie w czasie ssania piersi produkują najwięcej mleka). Czasem mija kilka lub kilkanaście sekund, zanim poleci porządny strumień i bardziej niecierpliwe dzieci początkowo marudzą. Z czasem się przyzwyczajają. Uspokajaj dziecko, tłumacz, że mleczko zaraz poleci, bądź spokojna i cierpliwa. Będzie okej, tylko ten mały nerwus jeszcze o tym nie wie.

Mleko leci bardzo szybko i dziecko się krztusi. Czasem bywa też tak. Ponieważ odruch okstocynowy u matki także już zgrał się z potrzebami dziecka, to mleko nie wypływa już w losowych sytuacjach (przynajmniej nie tak często), ale właśnie w chwili przystawienia dziecka do piersi. Szybki wypływ pokarmu bywa bardzo kłopotliwy i może powodować różne nieprzyjemności (czasem wiąże się też z nadprodukcją pokarmu). Dobrze jest wtedy karmić w takich pozycjach, żeby twarz dziecka była powyżej piersi – żeby nadmiar mleka mógł wypływać dziecku z buzi, a nie spływał do gardła. Bardzo pomocna jest w tym pozycja naturalna. Jeśli maluch jest nerwowy przy piersi, ważne, żeby karmić „pod górkę” konsekwentnie, za każdym razem – po pewnym czasie dziecko zauważy, że się nie krztusi i że karmienie znów jest miłe i bezpieczne.

Skok rozwojowy
Około 12 tygodnia (orientacyjnie) dzieci mają tak zwany skok rozwojowy, który wiąże się z większym zapotrzebowaniem na pożywienie. Przez kilka dni dziecko może być niespokojne przy piersi, zwłaszcza po południu i wieczorem. Może zachowywać się tak, jakby w piersiach brakowało mleka. To nie znaczy, że tracisz pokarm! Po prostu rośnie zapotrzebowanie niemowlęcia i musi ono dużo przebywać przy piersi, żeby „złożyć zamówienie” na większe ilości mleka. Jeśli karmisz na żądanie, choćby i cały wieczór, a dziecko nie jest dokarmiane, dopajane i dobrze ssie, sytuacja wróci do normy w ciągu dwóch-trzech dni (czasem potrzeba tygodnia, ale zwykle mniej). Pomocna będzie dobra książka, ulubiony serial i stolik z przekąskami obok łóżka 🙂
Skoków rozwojowych jest wiele, ale ten bywa szczególnie trudny.
Aktualizacja 4.05.2017:
Z kolei dr Jack Newman, świetny kanadyjski specjalista od laktacji, twierdzi, że nie ma czegoś takiego, jak zwiększone zapotrzebowanie na mleko w wyniku skoku rozwojowego, gdyż dzieci z wiekiem rosną coraz wolniej i potrzebują mniej, a nie więcej mleka. Dr Newman uważa, że symptomy związane z karmieniem, które często przypisujemy skokom rozwojowym, to objawy zaniedbań na wcześniejszym etapie – w wyniku których dopiero teraz, przy ustabilizowanej laktacji, pokarmu robi się za mało.
W mojej opinii, jeśli problem nie jest duży, to opisane wyżej postępowanie również wystarczy.

Jedzenie mniej, szybciej, krócej
Wiele dzieci w tym wieku przestaje spędzać przy piersi 10, 20, 40 minut, jak czynią to noworodki. Zamiast tego piją tylko 5 minut albo tylko 2 minuty. To jest okej. Twój niemowlak jest już większy, lepiej sobie radzi, ssie efektywniej, a Twoja laktacja jest zgrana z jego potrzebami. Może też jeść rzadziej, bo na tym etapie rozwoju zaczyna się bardzo interesować światem i, nieoczekiwanie, okno czy sufit mogą być dla niego ciekawsze, niż pierś mamy. Nie wspominając o tacie czy gościach.

Niektóre trzy- i czteromiesięczniaki (a także starsze niemowlęta) łatwo się rozpraszają i nie mogą skupić się na jedzeniu nawet, gdy są głodne. Jeśli sądzisz, że tak jest u Was, pomóc może karmienie w ciszy, bez radia, TV, rozmów. To ten etap rozwoju dziecka, gdy wydzielone pokoiki do karmienia w miejscach publicznych mają sens 😉

Mamy często mówią, że żeby ich dzieci w tym wieku jadły, muszą karmić chodząc, skacząc na piłce, tańcząc itd. To może pomóc. Z drugiej strony Carlos Gonzalez radzi, żeby nie nakłaniać niemowlęcia do jedzenia, gdy wyraźnie nie ma ono na to ochoty.

Mniej przybiera na wadze
Po ukończeniu trzech miesięcy dzieci znacznie wolniej przybierają na wadze i jest to normalne. Uważa się, że wzorcowe tempo przybierania na wadze dla dzieci w wieku 3-6 miesięcy to 119-126 g/tydz. (dla dzieci poniżej 3 m jest to 182-217 g/tydz., więc różnica jest naprawdę spora).

Jedzenie w jednej pozycji, prężenie się przy piersi, odpychanie się
W tym wieku niekiedy ujawniają się nieprawidłowości w napięciu mięśniowym (czasem spowodowane nieprawidłowym noszeniem czy codzienną pielęgnacją). Jest to dobry moment, żeby spotkać się z dobrym fizjoterapeutą dziecięcym. Jeżeli Wasze dziecko bardzo pręży się przy piersi, właśnie fizjoterapeuta może pomóc.

Pozycja do karmienia11141731_1661552950724570_4342215370336393769_n-1
Trzymiesięczniak układa się już inaczej, niż noworodek. Pozycja „brzuch do brzucha” nie jest już tak wygodna, lepiej sprawdza się ułożenie, które można nazwać: „kolana do brzucha”. Dziecko ma zrotowane bioderka, jest zwinięte – ułatwia to szersze otwieranie ust. Prężacego się malucha nie przyciągamy do siebie na siłę za plecy czy głowę (!), lecz za biodro i udo, a wtedy dziecko w naturalny sposób zwija się w kłębuszek i przytula głowę do piersi. Właściwą pozycję ciała dziecka zapewnia też ułożenie jego pupy w zagięciu między udami mamy, podczas gdy kolanka są wsparte na uniesionym udzie (czyli przy karmieniu prawą piersią uniesione jest moje lewe udo). Na zdjęciach mój syn ma już pół roku, ale współpracuje całkiem dobrze 😉
Opis tej pozycji stworzyłam we współpracy z fizjoterapeutką Agnieszką Słoniowską – dziękuję!
Oczywiście pozycja naturalna też nadal będzie się sprawdzać, ale jeśli karmicie na siedząco, ta modyfikacja może być bardzo pomocna.

Na koniec muszę przypomnieć, że wszystkie wymienione wyżej sytuacje po prostu się zdarzają i nie są żadnym wskazaniem do dokarmiania albo rozszerzania diety. WHO, AAP, ESPHEGAN i polskie Ministerstwo Zdrowia zalecają wyłączne karmienie piersią do ukończenia przez dziecko 6 miesięcy. (O tym, czemu 6, a nie 4, możecie poczytać u Gosi Jackowskiej).

Niniejszy artykuł nie stanowi porady medycznej i nie zastąpi konsultacji z lekarzem. W razie wątpliwości postępuj zgodnie z poradą zaufanego lekarza lub doradczyni laktacyjnej.


Źródła:
„Karmienie piersią w teorii i praktyce. Podręcznik dla Doradców i Konsultantów laktacyjnych oraz położnych, pielęgniarek i lekarzy.” Medycyna Praktyczna, Kraków 2012
Carlos Gonzalez „Moje dziecko nie chce jeść”
Gill Rapley, Tracey Murkett „Po prostu piersią”
spotkanie z dr Jackiem Newmanem w ramach konferencji PROLAKTYNA 2017

Opierałam się też w dużym stopniu na spotkaniach i warsztatach ze specjalistami oraz na mojej praktyce jako promotorki karmienia piersią.

Proszę odstawić dziecko od piersi

doctor-1228627_1920

pixabay.com

„Proszę odstawić dziecko od piersi” – to zdanie nigdy, przenigdy nie powinno paść z ust lekarza. Nigdy. Taka porada jest działaniem na szkodę dziecka, a często także na szkodę karmiącej matki. Czemu dziecka – nie trzeba chyba tłumaczyć. Mleko matki jest najwłaściwszym pokarmem dla wszystkich niemowląt i małych dzieci (z wyjątkiem pewnych bardzo rzadkich chorób, jak np. galaktozemia). Jeśli chodzi o matkę, karmienie piersią zmniejsza ryzyko osteoporozy i niektórych rodzajów raka, pomaga przy depresji poporodowej, buduje poczucie kompetencji rodzicielskich. Natomiast nieplanowane odstawienie wiąże się zawsze z dużym żalem, który potrafi przybrać postać tak poważną, że mówi się wręcz o żałobie po karmieniu. Wielka szkoda, że tak niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę i lekką ręką zaleca zakończenie karmienia.

Kiedy nie musisz odstawiać dziecka:

  1. Gdy jesteś chora. Choroba nie przechodzi przez mleko, przeciwnie, dostarczasz dziecku przeciwciał, zmiejszając ryzyko zarażenia. Możesz także przyjmować leki. Wbrew obiegowej opinii (i wbrew informacjom na ulotkach) większość leków można przyjmować podczas karmienia piersią, a dla innych istnieją bezpieczne odpowiedniki. Tutaj znajdziesz listę niewielu chorób, przy ktorych nie można karmić, a tu laktacyjny leksykon leków.
  2. Gdy masz depresję i potrzebujesz leków. Istnieją leki antydepresyjne, które można przyjmować karmiąc piersią. Znajdź psychiatrę, który Ci takie dobierze. Uświadom swojemu lekarzowi, że karmienie piersią pomaga w depresji, podnosząc poziom oksytocyny oraz wzmacniając poczucie kompetencji rodzicielskich.
  3. Gdy będziesz miała operację lub z innego powodu musisz iść do szpitala. Znieczulenie i leki nie są powodem do odstawienia dziecka od piersi. Zażądaj takiego doboru leków, żebyś mogła karmić. Rozłąka też nie musi oznaczać odstawienia. Odciągaj mleko w szpitalu dla podtrzymania laktacji lub poproś o pojedynczy pokój i miej dziecko przy sobie. Wymagaj od szpitala, żeby chroniono Wasze karmienie. Dopilnuj, żeby w kartę wpisano Ci „laktacja”. Możesz omówić to wszystko zawczasu z lekarzem ze szitala i z doradcą laktacyjnym.
  4. Kiedy dziecko jest chore. Zdarza się, że personel szpitalny odradza matkom karmienie piersią chorych dzieci w szpitalu. Argumenty są przeróżne: bo dziecko ma biegunkę (a może od antybiotyku, co?) a nawet „bo matka ma zestresowane mleko”. To skandal. Karmienie naturalne chroni dziecko przed szpitalnymi patogenami, minimalizuje stres i ból, pomaga przetrwać. Nie daj sobie wmówić, że nie wolno Ci karmić piersią chorego dziecka! To najlepsze, co możesz dla niego zrobić. I tak, dotyczy to także żółtaczki noworodka i anemii.
  5. Kiedy dziecko idzie do żłobka/przedszkola. Karmienie piersią pomoże mu uporać się ze stresem i zminimalizuje ryzyko chorób. Odstawienie nie ułatwi dziecku niczego. Paniom opiekunkom też nie, choć może im się tak wydawać. Może się zdarzyć, ze dziecko przez pierwsze dni w żłobku nie będzie chciało jeść, ale zdarza się to tak samo często dzieciom, które nie są karmione piersią i samo mija.
  6. Kiedy wracasz do pracy. Nie ma żadnego powodu, żeby powrót do pracy oznaczał odstawienie. Nie trzeba też ograniczać dziecku mleka wcześniej. Dziecko rozumie, że jest mama – jest mleko, nie ma mamy – nie ma mleka. Nadrobicie popołudniami (i pewnie nocą, tak), Twoja laktacja szybko się dostosuje, a karmienie piersią sprawi, że zarówno Ty, jak i dziecko będziecie mniej chorować (korzyść dla pracodawcy!).
  7. Kiedy dziecko ma alergię. Wyłączne karmienie piersią przez 6 miesięcy jest czynnikiem minimalizującym ryzyko alergii, a u dziecka alergicznego – łagodzi przebieg alergii i zmniejsza ryzyko tzw. marszu alergicznego, czyli dalszych objawów z astmą włącznie. „Wyłączne” oznacza także, że nie podajemy mieszanki „na kilka dni, żeby zaleczyć jelita”! Mleko modyfikowane nie leczy jelit, a nawet przeciwnie. Nie istnieje „alergia na pokarm matki”. Dalsze karmienie piersią w okresie rozszerzania diety także ma ogromne znaczenie, w pewnym stopniu chroniąc dziecko z alergią przed nowymi produktami. (Jeśli jesteś mamą alergika, przeczytaj także mój post o diecie tutaj.)
  8. Kiedy dziecko ma „nietolerancję laktozy”. Jeżeli dziecko ma galaktozemię, to rzeczywiście nie może być karmione piersią. Galaktozemia to poważna choroba diagnozowana w pierwszych dniach życia, ponieważ dzieci chore na galaktozemię od urodzenia nie przybierają na wadze. Natomiast niemowlęta nie chorują na taką, jak niektórzy dorośli, nietolerancję laktozy Jeżeli podejrzewasz, że Twoje dziecko ma problem z nadmiarem laktozy w Twoim mleku, najlepiej zgłoś się do doradcy laktacyjnego, który skoryguje sposób karmienia i rozwiąże problem.
  9. Kiedy dziecko je mało stałych pokarmów. Odstawienie od piersi sprawi, owszem, że będzie musiało zacząć więcej jeść. Ale nie posłuży zdrowiu dziecka. Raczej należy się zastanowić, co jest przyczyną problemu (anemia? problemy z napięciem w buzi lub integracją sensoryczną? infekcja? nadmierne oczekiwania opiekunów?)
  10. Kiedy jesteś w ciąży. Zdrowa, fizjologiczna ciąża nie jest przeciwwskazaniem do karmienia piersią. Jeśli jednak jesteś w ciąży zagrożonej, rozważ wraz z lekarzem zakończenie karmienia.
  11. Kiedy nie możesz zajść w ciążę. Porada, by zakończyć karmienie piersią, jest często pierwszą, jakiej udziela ginekolog. Tymczasem wiele kobiet zachodzi w ciążę podczs laktacji, więc niekoniecznie to karmienie jest przyczyną. Może Twój organizm jeszcze nie doszedł do siebie po poprzednim porodzie. Podniesiony podczas laktacji poziom prolaktyny bywa czasem problemem, ale nie jest to zwykła sytuacja. Możesz poprosić o badania hormonalne i rozważyć dalsze postępowanie zależnie od wyników.
  12. Kiedy partner ma dosyć tego, że „piersi są tylko dla dziecka”. Sporo kobiet ma przy karmieniu wrazliwy biust i źle znosi pieszczoty tej strefy. Część mam jest zmęczona opieką nad dzieckiem i w ogóle nie ma siły na seks. Warto o tym pogadać, rozważając wspólnie korzyści dla dziecka (zwłaszcza, gdy nie ma jeszcze dwóch lat!) i Wasze potrzeby. Zazwyczaj zakonczenie karmienia nie sprawi, że będziesz wypoczęta i chętna – lepiej sprawdzi się pełniejsze włączenie partnera w obowiązki domowe, parę randek, zatrudnienie pani do sprzatania i inne rozwiązania skupione na Twoich i Waszych wspólnych potrzebach, a nie na dziecku i jego karmieniu 🙂
  13. Kiedy dziecko skończy 6/12/18/24/56 miesięcy. Doprawdy nie rozumiem, jak to możliwe, że niektórzy lekarze wciąż szerzą mit pt.: „to już sama woda”. Tymczasem badania dowodzą ponad wszelką wątpliwość, że na każdym etapie laktacji mleko matki jest idealne dla dziecka. Nadto żaden autorytet medyczny jak dotąd nie odważył się ustanowić górnej granicy karmienia piersią. Jedyne zalecenie to „jak długo matka i dziecko tego chcą”.
  14. Kiedy boli je brzuszek. Układ pokarmowy niemowlęcia intensywnie dojrzewa i brzuszek czasem boli. Niektóre dzieci mają też kolki. Odstawienie od piersi nie pomoże, a naraża dziecko na (niebagatelne) konsekwencje sztucznego żywienia.
  15. Kiedy dziecko często się budzi w nocy. Ludzie budzą się w nocy. Mali ludzie budzą się częściej. To zupełnie normalne, w dodatku badania dowodzą, że sposób żywienia nie ma tu nic do rzeczy.
  16. Bo będzie mieć próchnicę. Ten mit został obalony ponad dekadę temu, ale niestety polskie podręczniki dla dentystów najwyraźniej są aktualizowane rzadziej.

Karmienie piersią lub zakończenie karmienia to decyzja Twoja i dziecka. Tylko Twoja i dziecka. To Twoje ciało, to dziecka organizm i nikt nie ma prawa wywierać na Was nacisku – strasząc, grożąc, namawiając lub udzielając nieprawdziwych informacji. Takie przypadki warto zgłaszać dyrekcji placówki, Rzecznikowi Praw Pacjenta, Ministerstwu Zdrowia i Fundacji Promocji Karmienia Piersią, bo dopóki nie ma skarg – oficjalnie „nie ma problemu”.

Aktualne zalecenia Ministerstwa Zdrowia w sprawie karmienia piersią znajdziecie tutaj. Warto je wydrukować i pokazać lekarzom, jeżeli potrzebujecie argumentu w dyskusji 🙂

Niniejszy artykuł nie stanowi porady medycznej i nie zastąpi konsultacji z lekarzem. W razie wątpliwości postępuj zgodnie z poradą zaufanego lekarza lub doradczyni laktacyjnej.


Źródła:
„Karmienie piersią w teorii i praktyce. Podręcznik dla Doradców i Konsultantów laktacyjnych oraz położnych, pielęgniarek i lekarzy.” Medycyna Praktyczna, Kraków 2012
Centrum Nauki o Laktacji: przeciwwskazania i kontrowersje
http://www.e-lactancia.org/
Carlos Gonzalez „Moje dziecko nie chce jeść”
Gill Rapley, Tracey Murkett „Po prostu piersią”
Polskie Towarzystwo Alergologiczne
Ministerstwo Zdrowia
mataja.pl

O prawie do publicznego karmienia piersią

11903879_1148185648528195_5308252559828396907_nNie mogę nie odnieść się do gorącego (znowu!) tematu publicznego karmienia piersią. O karmieniu w przestrzeni publicznej zrobiło się ponownie głośno po tym, jak pewna mama wytoczyła pierwszy w historii polskiego sądownictwa proces przeciwko restauracji, w której nie pozwolono jej nakarmić dziecka piersią przy stoliku
i zaproponowano w tym celu toaletę.

Trudno mi to zrozumieć. Kto jada w toalecie?
I to publicznej, restauracyjnej? Tymczasem podobne propozycje wobec karmiących matek
są na porządku dziennym. Nawet pokoiki
do karmienia są zazwyczaj usytuowane
w śmierdzącym, pełnym patogenów sąsiedztwie WC. Jestem wdzięczna tej pani, że walczy w sądzie, bo wiem, że walczy nie o siebie, ale w imieniu wszystkich polskich matek karmiących naturalnie. Mam nadzieję,
że wygra i że się nie podda.

Dla mamy, która karmi piersią, karmienie to staje się naturalną, codzienną częścią rodzicielstwa. WHO zaleca kontynuację karmienia przez dwa lata lub dłużej,
co w Polsce jest rzadkością i być może dlatego wielu osobom wydaje się, że mama karmiąca to mama z maleńkim niemowlaczkiem, która przecież może się na tych paręnaście tygodni wstrzymać od bywania na mieście. Dla tych, którzy tak myślą, mam dwie złe wiadomości. Po pierwsze, są jednak w naszym kraju kobiety karmiące dłużej, niż trzy miesiące. Po drugie, nawet, gdyby karmienie piersią trwało trzy dni, to i tak
w ciągu tych trzech dni kobieta ma prawo chodzić, gdzie jej się żywnie podoba.
I – tak – karmić wszędzie piersią.

Rzecz w tym, że niezaleznie od tego, jak długo karmimy, chcemy żyć normalnie.
I mamy do tego prawo.

Chcemy i mamy prawo wyjść na spacer, do restauracji, do muzeum; chcemy (albo musimy) chodzić na zakupy, do przychodni i w wiele inych miejsc. Chcemy zabierać tam nasze dzieci, pokazywać im świat, uczyć życia w społeczeństwie i nie patrzeć
na zegarek, że za kwadrans trzeba biec do domu na karmienie. Wiele z nas nie ma
z kim zostawić dziecka, wiele z nas nie chce zostawiać dziecka, a dziecko – tak! –
też ma prawo przebywać w miejscach publicznych. W ten sposób stopniowo oswaja się ze światem. Przez obserwację uczy się interakcji z obcymi, zachowania w kawiarni, funkcjonowania w świecie. Podczas tych doświadczeń bywa głodne. Bywa spragnione lub zmęczone. Bywa zdenerwowane, wystraszone lub niepewne (dlatego często dzieci, nie tylko niemowlęta, proszą o pierś w miejscach publicznych nawet, gdy nie są głodne: żeby się uspokoić, wyciszyć i poczuć bezpiecznie; i nie ma w tym nic złego).

W minionym tygodniu Fundacja Promocji Karmienia Piersią opublikowała oficjalne stanowisko w tej sprawie. Czytamy w nim między innymi:
„Polskie prawo nie zakazuje karmienia piersią w miejscach publicznych. Z licznych przepisów prawa wynika natomiast, że matka i dziecko, a w szczególności niemowlę, są unikalną komórką społeczeństwa i wymagają specjalnej ochrony oraz jak każdy obywatel poszanowania ich praw.”
(Całe stanowisko do przeczytania tutaj)

Głos zabrał także Minister Zdrowia:
„Karmienie piersią jest czynnością nie tylko naturalną, ale wręcz zasługującą
na jak najszersze wsparcie. Piętnowanie kobiet za karmienie w miejscach publicznych jest nie do zaakceptowania.”

Warto także przypomnieć, że prawo polskie zakazuje dyskryminacji ze względu na płeć (macierzyństwo) lub wiek (bycie małym dzieckiem). Matce i dziecku przysługuje więc
na przykład prawo do komfortowego dokończenia posiłku w takim samym miejscu, jak innym ludziom.

W akcie solidarności z walczącą w sądzie matką wiele Polek ustawia sobie
na Facebooku awatary, na których same karmią swoje dzieci. Najczęściej powtarzający się tag to #normalizebreastfeeding i myślę, że doskonale oddaje to sedno problemu. Dla naszego pokolenia – i dwóch poprzednich – nie jest to widok powszechny, ponieważ minionych kilkadziesiąt lat to historia karmienia mieszanką i idiotycznych, zabijających laktację zaleceń żywieniowych. Wierzę, że powoli odzyskujemy karmienie piersią. Coraz łatwiej dotrzeć do rzetelnej wiedzy, coraz więcej jest książek, publikacji, grup wsparcia. Wciąż jest wiele do zrobienia dla kobiet, które chcą karmić naturalnie
(a chce ponad 90% – tyle matek rozpoczyna po porodzie karmienie piersią). Jedną
z tych rzeczy jest przyzwyczajenie Polaków do widoku matki karmiącej. Póki co mam chwilami wrażenie, że dla wielu moich rodaków jest to widok akceptowany jedynie
na ikonach.

Dieta mamy alergika

sesame-696991_1280

pixabay.com

Czy wiecie, że ponad 80% karmiących piersią Polek jest na diecie eliminacyjnej? Czasem są to diety wprowadzane na własną rękę, wynikające z popularnego mitu o diecie matki karmiącej.* Często, niestety, dietę taką zaleca pediatra, dermatolog lub nawet alergolog, gdy niemowlę cierpi na bóle brzucha, ma wysypkę lub dużo ulewa. Obecnie często się mówi o tym, żeby nie eliminować żadnych produktów z diety bez konkretnych wskazań lekarza. Chcę Wam napisać o tym, jak się mają takie wskazania do obecnej wiedzy o laktacji.

Dr Magdalena Nehring-Gugulska, doradczyni laktacyjna, w swoim artykule o żywieniu w okresie karmienia piersią pisze:
„Nie przywiązuj nadmiernej wagi do zachowań dziecka i nie wiąż tego z tym, co dzisiaj jadłaś. Dzieci reagują płaczem na wiele różnych czynników – dolegliwości brzuszkowe, połykane powietrze, oddawanie gazów lub stolca, temperatura powietrza, ucisk ubranka, emocje rodziców, opiekunów. Próby wiązania niepokojów lub kolki jelitowej dziecka z konkretnymi pokarmami spożywanymi przez matkę prowadzą często do opacznych wniosków. Napięcie jakie następuje po zjedzeniu np. pomidora jest pewniejszą przyczyną kolki niż sam pomidor. Nawet pokarmy wzdymające (kapusta, kalafior, rzodkiewka, drożdże, fasola i in.), a także silne alergeny (mleko krowie i przetwory, owoce cytrusowe, orzeszki ziemne, jaja, soja, ryby i in.) nie mają jak dostać się do mleka matki.
(O kolce czytajcie na mataja.pl)

Aktualizacja: pewne nowe badania wskazują na obecność beta-laktoglobuliny w mleku matki, która spożywa mleko krowie. Są jednak wątpliwości, czy do pokarmu może przedostawać się cała cząsteczka tego białka. Więcej w tym artykule.

Z kolei w wywiadzie, który przeprowadziłam z dr Gugulską dla Kwartalnika Laktacyjnego, czytamy:

„Jeśli lekarz stwierdzi charakterystyczny zespół objawów (są takie specjalne protokoły określające zestawienie objawów i ich nasilenie) oraz wykona pewne badania, to może podjąc próbę eliminacji dwóch alergenów z diety matki – białek mleka krowiego i jaj kurzych. I tu uwaga! Według współczesnej wiedzy dietę taką stosuje się raptem dwa, maksymalnie cztery tygodnie. Jeśli nie ma wyraźnej poprawy, matka wraca do normalnego odżywiania.” [Podkreślenia moje.]
Według przytaczanych przez dr Nehring-Gugulską badań poprawa nastąpi średnio u jednego na 200 dzieci, i mowa tutaj o dzieciach rzeczywiście cierpiących na alergie pokarmowe. Spośród niemowląt karmionych piersią alergie takie stwierdza się u 2% dzieci. Jak więc widać, bardzo niewielki odsetek dzieci rzeczywiście poczuje się lepiej. Teraz wspomnijmy te ponad 80% z nas, które się katują dietą…

W dłuższym wywiadzie na ten sam temat, przeprowadzonym przez miesięcznik „Dziecko”, mowa jest o tym, że mleko matki po prostu nie zawiera alergenów [aktualizacja: z wyjątkiem wspomnianej przeze mnie wyżej beta-laktoglobuliny, która jest najczęściej uczulającym białkiem mleka krowiego]. Doświadczenia matek wskazują, że u wspomnianego niewielkiego procenta dzieci dieta mamy jest pomocna.
[Wiem, że miesięcznik „Dziecko” to nie jest profesjonalne źródło, ale mimo to polecam Wam wspomniany wywiad.]

O tym protokole wprowadzania ewentualnej diety czytamy też w podręczniku dla lekarzy i doradców laktacyjnych „Karmienie piersią w teorii i praktyce”. Wyraźnie zaznaczono tam, że w razie braku poprawy należy wrócić do normalnego żywienia, a jeśli jest poprawa – wprowadzać jajka, a potem mleko na próbę co kilka tygodni.

Tutaj muszę wspomnieć o mieszankach mlecznych dla alergików. Wciąż, niestety, zdarza się, że przy alergii lekarz zaleca taką mieszankę zamiast karmienia piersią. To wielka pomyłka i działanie na szkodę małego pacjenta. W przypadku alergii, szczególnie pokarmowej, karmienie piersią jest bardzo, bardzo ważne. Chroni jelita dziecka, może zatrzymać marsz alergiczny, osłania cały organizm dziecka przed alergenami oraz skutkami obniżonej odporności. Polskie Towarzystwo Alergologiczne wśród metod zapobiegania alergii wymienia wyłączne karmienie piersią do 4-6 miesiąca życia (jak wiemy, obecne wytyczne większości autorytetów żywieniowych mówią o 6 miesiącach).

Jednocześnie to badanie wydaje się sugerować, że spożywanie białek mleka krowiego przez matkę nie tylko nie szkodzi dziecku z grupy ryzyka, ale być może chroni je przed alergią (daleko jeszcze do ostatecznego wniosku, ale potwierdza się, że dieta „na wszelki wypadek” to zły pomysł). Wydaje się, że w mleku matki są przeciwciała, które zmniejszają ryzyko późniejszej alergii na te właśnie produkty, które spożywamy.

We wszystkich tych źródłach jest mowa o alergii na białka mleka krowiego, ponieważ jest to najczęstsza alergia u dzieci (czyli te 2% dzieci kp). Alergie na inne produkty są jeszcze rzadsze i dlatego mało zbadane. Wśród zaleceń wyraźnie jest mowa o eliminowaniu wyłącznie mleka i jaj i tylko na 2-4 tyg (dłużej w razie ewidentnej poprawy). Ma to kolosalne znaczenie dla zdrowia karmiących kobiet. W okresie karmienia piersią mamy zwiększone zapotrzebowanie na wapń, a w diecie Polek produkty mleczne są zazwyczaj jego głównym żródłem. Jeśli eliminujemy je z naszego jadłospisu, jesteśmy poważnie zagrożone osteoporozą, a tymczasem jedząc zdrowo – jesteśmy przed nią chronione przez karmienie właśnie. Dochodzi więc do paradoksalnej sytuacji. (Zobaczcie też wpis Hafii pt. „Po co mi dietetyk?„)

Eliminacja innych produktów niż dwa omówione, a szczególnie usuwanie z naszej diety wszystkich możliwych alergenów, nie ma żadnych podstaw naukowych, a jednocześnie jest bardzo ryzykowna dla zdrowia. Warto pamiętać, że kobieta karmiąca piersią jedno dziecko ma zwiększone zapotrzebowanie kaloryczne, i to o ok. 500 kcal, a jeśli jest bardzo szczupła, to o więcej. Trudno dostarczyć sobie tyle energii jedząc cztery produkty na krzyż. Tego rodzaju dieta jest także stresem dla organizmu, a stresów mamy już naprawdę wystarczająco dużo!

Podsumowując, jeżeli lekarz Waszego dziecka sugeruje Wam dietę eliminacyjną, najlepiej:
– poprosić o skierowanie do alergologa (poszukajcie dobrego, z aktualną wiedzą o laktacji!)
– skonsultować się z doradczynią laktacyjną
– wysypkę dobrze jest pokazać dermatologowi.

Jeżeli chcecie poczytać o tym, jak ja się dałam głodzić, zapraszam na str. 44 tutaj 😉

Niniejszy artykuł nie stanowi porady medycznej i nie zastąpi konsultacji z lekarzem. W razie wątpliwości postępuj zgodnie z poradą zaufanego lekarza lub doradczyni laktacyjnej.


*) O tym, że można jeść kapustę i czekoladę przy karmieniu piersią przeczytacie na przykład tutaj:
http://malgorzatajackowska.com/…/dieta-w-okresie-karmienia…/
http://www.hafija.pl/…/dieta-mamy-karmiacej-piersiajedz-co-…
http://mataja.pl/…/suche-suchary-mokra-woda-dieta-rezim-i-…/
http://mataja.pl/…/smaki-mleka-kobiecego-a-preferencje-kul…/
http://www.rozamarzy.com/tag/dieta-matki-karmiacej/
http://femaltiker.pl/dieta-mamy/dieta-mamy/
http://kobiety.med.pl/cnol/index.php…
http://www.doktormagda.med.pl/index.php/2014-03-15-16-08-15/12-jak-odzywiac-sie-w-czasie-karmienia

Korzystalam także z tych źródeł:
http://kobiety.med.pl/cnol/images/cnol/Publikacje/Javrinen_alergia.pdf
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/24164317
http://mataja.pl/2015/10/eliminacja-nabialu-w-trakcie-karmienia-piersia-zwieksza-ryzyko-rozwoju-alergii-pokarmowej-u-dziecka/
Krauze A.: Problemy alergiczne u niemowląt. W: Nehring-Gugulska M, Żukowska-Rubik M, Pietkiewicz A. Karmienie piersią w teorii i praktyce. Podręcznik dla Doradców i Konsultantów laktacyjnych oraz położnych, pielęgniarek i lekarzy. Medycyna Praktyczna, Kraków 2012
Polskie Towarzystwo Alergologiczne
Wywiad z doradczynią laktacyjną dr Magdaleną Nehring-Gugulską

Proszę nie dotykać moich piersi!

woman-466130_1280

pixabay.com

Dawno temu, na kursie Centrum Nauki o Laktacji, siedziałam w ławce i słuchałam o tym, że panie położne w szpitalach często bez pytania ściskają piersi młodych mam, żeby sprawdzić „czy jest pokarm”. Myślałam wtedy, że te opowieści to przesada, przecież na pewno nie jest tak źle. Niestety im częściej spotykam się z mamami noworodków, czym częściej o tym słyszę. Zdarzało mi się widzieć na własne oczy, jak panie położne nagminnie, bez ostrzeżenia, boleśnie ściskają brodawki (tak, brodawki!), nierzadko przy tym raniąc je paznokciami. Widuję wiele kobiet, które potem długo goją te skaleczenia, spowodowane nie, jak to czasem bywa, płytkim przystawieniem dziecka, ale niedelikatnością tych osób, które powinny właśnie zadbać o mamę i dziecko w niezwykle wrażliwym okresie po porodzie.

Dlaczego takie „sprawdzanie” to nie jest dobry pomysł?

1. Nikt nie powinien dotykać ciała drugiej osoby bez pozwolenia.
2. Piersi, a zwłaszcza brodawki, są bardzo wrażliwe podczas laktacji. Nikt oprócz Ciebie nie wie, gdzie masz granicę bólu, a skoro tego nie wie, to bardzo łatwo może Ci niechcący zrobić krzywdę.
3. Aby mleko popłynęło z piersi, potrzebna jest oksytocyna. To ona powoduje, że kanaliki mleczne lekko się kurczą i pokarm wypływa na zewnątrz. Oksytocyna, zwana „hormonem miłości”, wydziela się, gdy jest nam miło. Stres hamuje odruch oksytocynowy. Inaczej mówiąc, gdy obca pani niemiło tarmosi Twój biust, poddając go ocenie, mleko raczej się chwilę wstrzyma, niż popłynie rzeką.
4. No właśnie, co z tą rzeką? W pierwszych dobach po porodzie z piersi płynie siara, która jest bardzo skoncentrowana i jest jej bardzo mało. Dziecko nie umie jeszcze jeść tak sprawnie, żeby dało sobie radę ze strumieniem mleka, potrzebuje więc delikatnie płynących kropelek. Jego brzuszek mieści na początku zaledwie 5 ml! Dlaczego więc wszyscy koniecznie chcą, żeby mleko od razu tryskało strumieniami?

Jak widać, ściskanie piersi (a zwłaszcza brodawek, brr) jest nie tylko nieprzyjemne, ale też po prostu nie jest skutecznym sposobem sprawdzenia, czy mama noworodka ma pokarm albo ile go ma. OCZYWIŚCIE, że masz mleko: Twoje ciało szykowało się do tego przez dziewięć miesięcy. Pierwsze krople siary prawdopodobnie widziałaś już w trakcie ciąży (jeśli nie, to nic nie szkodzi – ona i tak tam jest!), a z chwilą oddzielenia się łożyska Twój organizm zaczął produkować jej więcej. Nikt nie powinien poddawać tego w wątpliwość ani oczekiwać, że udowodnisz to, pozwalając na niedelikatne traktowanie Twojego ciała (które tuż po porodzie naprawdę i tak ma już dosyć).

Co możesz zrobić, jeśli tego nie chcesz?

Możesz zrobić to, co Pewna Pani, którą odwiedziłam na porodówce. Gdy położna bez pytania wyciągnęła ręce do jej biustu, Pewna Pani cofnęła się o krok i głośno, wyraźnie powiedziała: „Proszę mnie nie dotykać”. Byłam pełna podziwu i dumy! (Położna zdziwiła się i poprosiła Pewną Panią o samodzielne uciśnięcie piersi.)

Nie jest łatwo sprzeciwić się personelowi w szpitalu, zwłaszcza, gdy masz w głowie dobro dziecka, które może się nie najada, może zapowiadają Wam dokarmianie lub dodatkowe badania krwi, a może po prostu chcesz stamtąd jak najszybciej wyjść. Wiedz jednak, że ta praktyka nie tylko nie jest potrzebna, ale może przynieść Wam szkodę, gdy do poranionej piersi będzie Ci trudno przystawić Twoje głodne niemowlę. Reaguj. To Twoje ciało i Twoje prawo.

P. S. Muszę tutaj dodać, że szanuję i podziwiam zawód położnej. To jest ciężka, niezwykle ważna praca, która wymaga powołania, siły i stałego kształcenia się, i która często jest niedoceniana. Żałuję bardzo, że brakuje dla nich szkoleń w zakresie laktacji, za które nie trzeba by było płacić z własnej kieszeni i podwójnie podziwiam te, które tę ważną wiedzę zdobywają.

Niniejszy artykuł nie stanowi porady medycznej i nie zastąpi konsultacji z lekarzem. W razie wątpliwości postępuj zgodnie z poradą zaufanego lekarza lub doradczyni laktacyjnej.


Żródła:
„Karmienie piersią w teorii i praktyce”, Medycyna Praktyczna, Praca zbiorowa pod red. M. Nehring-Gugulskiej
,,Po prostu piersią” G.Rapley T. Murkett Mamania 2015
Materiały CNoL

 

 

 

Pamiątka z mlecznej drogi (konkurs)


Wpis powstał w ramach współpracy z marką Milky Way Jewelry Keepsake With Love.

Gdy byłam w pierwszej ciąży, uważałam, że karmienie mlekiem matki to coś, co dzieje się samo. Rodzisz dziecko, przystawiasz je do swojej piersi, ono je – koniec. Cała filozofia. Dziś wiem, że nie zawsze jest tak różowo, mogą się pojawić różne trudności, a niewiedza i brak wsparcia mogą te trudności powiększyć i rozdmuchać do rozmiaru poważnych problemów. Na szczęście wiem też, że jeśli otrzymamy wsparcie, to większość z nich da się pokonać. Nie mam tu na myśli profesjonalnej pomocy laktacyjnej, a tak zwane wsparcie mama – mamie, czyli niemedyczną pomoc, polegającą na wysłuchaniu, wzmocnieniu emocjonalnym, może podsunięciu odpowiedniej wiedzy. Okazuje się, że takie wsparcie innej mamy sprawia, że więcej kobiet rozpoczyna karmienie piersią i więcej spośród nich karmi nadal w kolejnych tygodniach.

Ja także miałam takie wsparcie – w postaci mojej młodszej siostry, która, gdy urodziłam córkę, była już matką trójki dzieci. Przyjechała do mnie do szpitala, gdy zadzwoniłam z wątpliwościami, popatrzyła, pochwaliła i to wystarczyło. Do dziś, a moje starsze dziecko ma już trzy i pół roku, dzwonię do siostry po wsparcie w prawie każdej „dzieciowej” sprawie. Dobrze jest mieć siostrę! Ale jeśli jej nie masz, to może masz partnera, mamę, fajną teściową, przyjaciółkę, lokalną promotorkę karmienia piersią, karmiącą sąsiadkę albo internetową grupę wsparcia? Być może ktoś bliski albo wcale wcześniej nieznany udzielił Ci w którymś momencie takiego wsparcia i sprawił, że wzięłaś kolejny oddech i dałaś radę.

Mleczne drogi są różne. Proste i kręte, wyboiste, krótkie, długie, jasne i ciemne. Moja jest długa i jasna, świeci jak prawdziwa Droga Mleczna, dlatego gdy już się skończy, będę pewnie – obok ulgi – czuła żal, że to już. Od pewnego czasu bardzo mnie kusiło sprawienie sobie pamiątki z tego okresu – biżuterii z mlekiem. Zanim się jednak namyśliłam, napisała do mnie Sofi z Milky Way Jewelry Keepsake With Love i zaproponowała współpracę. Wyznam, że przystałam na to z wielką przyjemnością. W swoich pracach – sekretnikach, kulach, obrączkach, kolczykach – Sofi zamyka nie tylko mleko mam, ale także np. kwiaty ze ślubnego bukietu, skrawki chust do noszenia dzieci i inne malutkie pamiątki. Im dłużej obserwuję profil Milky Way, tym bardziej mi się wydaje, że ta dziewczyna może zrobić dosłownie wszystko.

Na moją prośbę Sofi stworzyła koraliki dla całej mojej rodziny.

13616329_1356232157723542_787647810_oDla synka mały, okrągły mleczny koralik, do noszenia na rzemyku, w portfelu albo gdziekolwiek. Kiedyś, gdy będzie starszy.
Dla mojego męża piękną, prostą bransoletkę z rzemienia.

13521939_1007704425946066_4201786151443928343_nDla naszej córki, która chce zostać astronautką, poprosiłam o koralik-kosmos. Sofi podeszła do zadania ambitnie i stworzyła cztery różne koraliki z mlekiem, kosmykiem włosów małej, szkiełkami i bławatkami, i nie wiem, czym jeszcze 🙂13418423_1003210466395462_647189402745953730_o Dla mnie białe koraliki z płatkami złota: większy symbolizuje córkę, mniejszy – synka. Sofi przysłała mi też delikatny, prosty wisiorek, którego nie planowałam i nie spodziewałam się, bo w ogóle nigdy nie noszę nic na szyi – i z którym teraz nie potrafię sie rozstać.

13633238_1356232224390202_566463076_o13621700_1356230107723747_301636985_o

Gdy zamawiałam biżuterię, dużo myślałam o mojej siostrze, bez której być może moje karmienie piersią wyglądałoby zupełnie inaczej. A na pewno całe moje rodzicielstwo. Dlatego wspólnie z marką Milky Way chcemy Wam zaproponować konkurs, w którym do wygrania będą dwa koraliki lub dwie kule – większa i mniejsza. Na przykład takie:

https://www.facebook.com/milkywayj/photos/?tab=album&album_id=950721148311061

Jedną kulę lub koralik otrzymacie dla osoby, która była ważnym towarzyszem, wsparciem czy drogowskazem na Waszej mlecznej drodze. Druga, oczywiście, będzie dla Zwyciężczyni konkursu.

ZADANIE KONKURSOWE:
Napisz, kto był (albo jest) dla Ciebie największym wsparciem w karmieniu naturalnym. Liczę na więcej niż jedno zdanie!

Odpowiedzi umieszczajcie w komentarzach do tego wpisu na blogu (nie na fb) do 15 lipca. Wyniki opublikuję 17 lipca.

I miejsce – mały i duży koralik lub mała i duża kula-wisiorek (do wyboru).
II miejsce – kupon rabatowy 30 % do wykorzystania na produkty Milky Way Jewelry Keepsake With Love
III miejsce – kupon rabatowy 20 % do wykorzystania na produkty Milky Way Jewelry Keepsake With Love

Wyniki konkursu:

I miejsce: Askowa. Historia Twojej Babci chwyciła mnie za serce.

II miejsce: Karolina i jej Mama, robiąca całą tę niewidzialną, domową pracę, za którą tak rzadko dziękujemy naszym mamom.

III miejsce: Wspierający Mąż. Tak, zgadliście – za odwagę, której wymagało wzięcie udziału w tak typowo kobiecym konkursie.

Uwaga! Dla wszyskich, którzy wzięli udział w konkursie, Milky Way ma zniżkę 10% na hasło: milkpower10.

Regulamin konkursu znajdziecie tutaj.

Karmienie piersią – indywidualna sprawa każdej kobiety

11141731_1661552950724570_4342215370336393769_nProwadzone od wielu lat na całym świecie badania nie pozostawiają wątpliwości: karmienie mlekiem matki bezpośrednio z piersi to najlepszy sposób żywienia niemowląt (i małych dzieci – jako uzupełnienie stałych posiłków). To wiedza elementarna, która powinna być propagowana przez każdego przedstawiciela opieki zdrowotnej, który styka się w swojej praktyce z dziećmi i rodzicami.

Jednak decyzja o sposobie karmienia dziecka należy do matki. Nie do lekarza, położnej, cioci, a nawet nie do ojca dziecka. Dlaczego? Otóż dlatego, że do karmienia naturalnego potrzebne są piersi, i nie są to piersi lekarza, teściowej ani taty. To są piersi matki dziecka, jej ciało, a każdy człowiek ma pełne i niezbywalne prawo do rozporządzania swoim ciałem. Nie można nikogo zmuszać do dzielenia się ciałem, jeśli sobie tego nie życzy, tak samo jak nie wolno nikomu robić wyrzutów, że nie chcąc się ciałem dzielić, jest „egoistą”. Dlatego każda kobieta ma pełne i niezbywalne prawo do samodzielnego decydowania o sposobie karmienia i nie musi się z tego nikomu tłumaczyć. Każda kobieta ma też prawo do poszanowania jej decyzji i jej prywatności.

W moim odczuciu oznacza to, że jeśli dziecko jest karmione mieszanką i ktoś określi jego mamę jako egoistkę, zacznie dociekać jej pobudek i zarzucać złą wolę – to ten ktoś zachowuje się bardzo niefajnie. Nigdy nie znamy całej historii. Być może tej kobiecie powiedziano, że karmiąc piersią, nie może prawie nic jeść. A może miała w młodości traumatyczne doświadczenia związane z ciałem. Albo ktoś ją przekonał, że mieszanka dla alergików będzie lepsza. A może powód jest zupełnie inny – nic nikomu do tego, naprawdę. Jej ciało – jej sprawa!

Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że wiele kobiet nie otrzymuje wystarczającej wiedzy na temat karmienia piersią, żeby dokonać świadomego wyboru. Do tego ogromna grupa mam w Polsce – ponad 90 %! – deklaruje chęć karmienia piersią i rozpoczyna je po porodzie, ale nie otrzymuje potrzebnego na wczesnym etapie wsparcia. Dlatego, gdy ktoś pyta mnie o zakończenie karmienia, zawsze zapytam o przyczyny – starając się to zrobić z poszanowaniem wyboru rozmówczyni. Pytam, bo często w odpowiedzi słyszę, że „lekarz kazał odstawić przed operacją”, że „nie mogę brać leków karmiąc”, że „wracam do pracy, a dziecko idzie do żłobka” albo „jestem w ciąży i słyszałam, że nie wolno”. W tych przypadkach zakończenie karmienia nie jest decyzją mamy i zwykle nie przebiega w zgodzie z jej planami, a co więcej, zazwyczaj nie jest konieczne. Jeśli jednak usłyszę: „Bo tak zdecydowałam i potrzebuję wiedzieć, jak to najlepiej przeprowadzić” – staram się udzielić informacji i wsparcia na temat łagodnego odstawienia, zamiast przekonywać do dłuższego karmienia.

Podkreślam raz jeszcze: karmienie mlekiem matki jest najplepszym sposobem żywienia niemowląt, a karmienie mieszanką zastępczą niesie ze sobą ryzyko zdrowotne dla dziecka. Uważam, że każda przyszła mama powinna być tego świadoma. W żaden sposób nie odbiera to jednak kobiecie prawa do rozporządzania swoim ciałem tak, jak jest dla niej najlepiej.

Każda z nas ma inne oczekiwania i wyobrażenia dotyczące macierzyństwa. Czasem nie jest łatwo wczuć się w sytuację kobiety, która ma te wyobrażenia zupełnie inne, niż my. Myślę jednak, że jest bardzo ważne, aby okazywać innym ludziom (matka też człowiek!) szacunek i życzliwość. Dlatego, zanim następnym razem napiszemy w Internecie: „Moje koleżanki nie karmią, bo tak im wygodniej” – pomyślmy przez chwilę o tym, że może to nie jest prawdziwa przyczyna. A jeśli nawet jest, to naprawdę nie jest to nasz interes.