Karmienie z konieczności mieszane – to nie porażka. Szacun, kobieto.

Artykuł opublikowany pierwotnie w serwisie IgiMag.pl

Karmisz swoim mlekiem i mieszanką. Kusi cię, żeby dać sobie spokój i przejść w całości na butelkę? Nie słuchaj tych, co mówią, że nie warto już walczyć o laktację. Ty walczysz i jesteś wspaniała.

Karmienie mieszane, czyli karmienie dziecka mlekiem matki i dodatkowo mieszanką, to często sytuacja niebędąca wyborem rodziców, lecz koniecznością. Zdarza się, że wyniku splotu okoliczności dokarmianie jest konieczne, ale nie musi to oznaczać przejścia wyłącznie na produkt mlekozastępczy. Podawanie mleka matki zawsze ma bowiem wielkie znaczenie dla zdrowia i rozwoju dziecka.

Główne przyczyny kłopotów z karmieniem piersią to wciąż, niestety, brak szybkiej pomocy na samym początku. Niekiedy zdarzają się problemy zdrowotne u matki (np. nieleczona nadczynność tarczycy, insulinooporność, cukrzyca), które utrudniają pełne uruchomienie laktacji. Przyczyn zdrowotnych ze strony matki jest jednak znacznie mniej, niż się sądzi, i nawet wtedy bardzo często przy odpowiednim wsparciu możliwe jest wyłączne karmienie naturalne.

Co jednak, jeśli niedługo po porodzie pojawią się trudności i zabraknie szybkiej, kompetentnej pomocy? Wówczas problemy nawarstwiają się i może się zdarzyć, że będzie już trudno wystymulować laktację na odpowiednim poziomie, czyli wyprodukować odpowiednią ilość mleka dla dziecka. Jeśli jest to czyjaś porażka, to przede wszystkim systemu opieki zdrowotnej. Wtedy wkraczają mieszanki do żywienia niemowląt. Podkreślę wyraźnie: jeżeli chcesz karmić piersią, nie należy dokarmiać malucha bez wskazań specjalisty – najlepiej doradcy laktacyjnego – i bez wykonania tych kilku ważnych rzeczy, które mogą nas przez tym uchronić. Czasem jednak specjalista uzna, że jest to niezbędne.

To może być jedna butelka na dobę albo cztery, albo więcej. Każdy przypadek jest inny. Oczywiście wiele razy udaje się wrócić do wyłącznego karmienia piersią, ale czasem jednak nie. Nie myśl wtedy, że zawiodłaś! Przecież karmisz. Musisz podawać dodatkowe porcje, ale dajesz także swój pokarm.

– To wcale nie znaczy, że nic się nie udało, tylko że można to, co najlepsze, dawać ze swoim mlekiem, a oprócz tego po prostu dziecko trochę więcej kalorii dostaje z innego źródła – mówi Magdalena Castello-Rokicka, pediatra i doradczyni laktacyjna.

Pierwsze chwile po porodzie są bardzo ważne dla powodzenia w karmieniu piersią

Jeżeli karmisz dziecko swoim mlekiem, ale musisz dokarmiać, z pewnością wiesz, ile pracy kosztuje podtrzymywanie laktacji. Być może twoje niemowlę pije z piersi, a być może toleruje już tylko butelkę, jak to się często zdarza przy dokarmianiu. W obu przypadkach musisz randkować z laktatorem i pić mlekopędne specyfiki. Może nastawiasz budzik na trzecią nad ranem, żeby odciągać pokarm i pobudzać produkcję. I codziennie zastanawiasz się, czy to ma sens. Ma! Liczy się każda kropla. Podobnie, gdy podajesz pierś na żądanie i oprócz tego dokarmiasz.

– W mleku matki jest wszystko, co najcenniejsze: komórki macierzyste, czynniki przeciwbakteryjne, czynniki przeciwwirusowe, przeciwzapalne, przeciwnowotworowe, przeciwciała, bakterie probiotyczne, oligosacharydy i tysiące innych substancji w każdym mililitrze – wymienia Magdalena Castello-Rokicka.

Więc jeśli mówią ci, że niepotrzebnie się męczysz, a ty czujesz, że jednak robisz coś ważnego – masz rację.

Jeśli zachęcają cię do przejścia na samą mieszankę, a ty wierzysz, że nawet jedna butelka twojego pokarmu dziennie ma sens – masz rację.

Jeśli czujesz się zmęczona, wyczerpana, ale masz nadzieję, że to nie idzie na marne – masz rację.

A jeśli ktoś ci powie, że już wszystko jedno, że ci się nie udało, że zawiodłaś – wyrzuć go za drzwi, dziewczyno, i zamknij na dwa zamki. Robisz wspaniałą, ważną robotę.

I pamiętaj, że to tylko twoja decyzja. Jeśli kiedyś już nie dasz rady – pogratuluj sobie dobrej walki i każdego dnia, gdy karmiłaś swoje dziecko mlekiem matki. Podziękuj sobie, jesteś super! I odpocznij. Ale nie dlatego, że ktoś ci tak kazał, że komuś zachciało się umniejszać moc twojego ciała. Zrób to po swojemu.

Ściskam cię mocno. Dobra robota.

3 myśli nt. „Karmienie z konieczności mieszane – to nie porażka. Szacun, kobieto.

  1. Po 9 miesiącach kp moje dziecko przestało pić moje mleko z piersi. Matczynym mlekiem z butli nie gardziło 😉 Po tygodniu kpi doświadczyłam największej porażki mojego macierzyństwa. Nie byłam w stanie ścignąć tyle mleka, ile moje dziecko potrzebowało. Po wewnętrznej walce podałam mm. Tzn mąż podał, ja wyłam w drugim pokoju. Trochę trwało zanim przepracowałam w sobie wszystkie emocje związane z karmieniem, zanim przeżyłam tę swoistą żałobę. Trudne to było jak cholera. Teraz podaję mm jak każde inne jedzenie. Już nie płaczę na samą myśl o kolejnej porcji. Po prostu moje dziecko wybrało taki sposób picia mleka. Ciągle jeszcze udaje mi się ściągnąć porcję mleka dziennie. Z dnia na dzień coraz mniej, ale liczy się przecież każda kropla 😊 Za tydzień moje dziecko kończy rok i od tego momentu będziemy stopniowo rezygnować z mm. Dietetyk już tworzy dla nas jadłospis.
    Poza mnóstwem minusów mm (strasznie wzrosły nam rachunki za wodę, o cenie tego proszku nie wspomnę) widzę też jeden plus: moje dziecko nie było głodne.
    A w chwilach kryzysu jak modlitwę powtarzałam sobie, że niezależnie od tego jak karmię moje dziecko, jestem dla niego najlepszą mamą.
    Dzięki za ten tekst!

  2. Super, bardzo potrzebowałam takiego artykułu. Mnie się to przydarzyło dwukrotnie. Za każdym razem ‚wisiałam’ na laktatorze po 3 miesiące, bo dłużej nie dawałam rady. Dniem, nocą, podczas dodatkowych pobytów w szpitalu. Przy drugim dziecku było mi trudniej, bo myślałam, że tym razem się uda. Wylałam morze łez. Wokół wszyscy patrzyli jak na wariatkę, bo czym tu się przejmować. Dlatego dziękuję.

  3. Wielkie podziekowania za ten tekst! Naprawde ciezko znalezc w sieci przychylne slowa dla mam,ktore musza stosowac karmienie mieszane. Nam udaje sie powoli schodzic z mm,ale zapewne juz z nami zostanie. Nie traktuje tego jako wlasnej porazki, staram sie zrobic tyle ile moge.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *