Dlaczego odpoczynek mamy jest naprawdę bardzo ważny

Ten tekst nie jest tylko dla mam. Tak naprawdę powinni go przeczytać ojcowie, dziadkowie i w ogóle każdy, kto ma jakąś matkę wśród bliskich osób. Porad dla mam jest już wiele, zbyt wiele, i większość z nas na myśl o przeczytaniu kolejnych dostaje bólu głowy.

Zawsze jest coś do roboty

Wystarczy, że zajmujemy się dziećmi praktycznie całą dobę. Tak, nawet, kiedy śpimy, bo gdy dziecko się budzi, zazwyczaj to nas woła i zazwyczaj to my jesteśmy mu potrzebne – jeśli nie do karmienia, to do tulenia, szeptania, zapewniania, że jesteśmy obok. Jeśli masz małe dziecko, nie wiesz, czy pośpisz tym razem cztery godziny (szał!) czy kwadrans. To praca 24 godziny na dobę, czyli na trzy etaty. Bez dni wolnych, bez chorobowego, bez urlopów, bez weekendów. Co więcej, w tę pracę wpisana jest całodobowa odpowiedzialność za zdrowie i życie drugiego człowieka.

Płacą uśmiechami i buziakami. Byłoby to nawet spoko, gdyby nie fakt, że to nie jest nasza jedyna robota. „Siedząc” w domu z tym małym, słodkim, na maksa wymagającym szefem (albo kilkorgiem szefów) musimy jednocześnie ogarniać to, co nie chce jakoś ogarniać się samo. Posiłki. Zaopatrzenie spożywcze i niespożywcze. Porządki. Płacenie rachunków, umawianie lekarzy, aptekę, naprawy, przegląd auta, plany wakacyjne, zobowiązania rodzinne, święta, zajęcia dodatkowe i rozrywki. No bo kto, jak nie my. Przecież to my jesteśmy w domu i mamy czas.

Porad dla mam jest już wiele, zbyt wiele, i większość z nas na myśl o przeczytaniu kolejnych dostaje bólu głowy

Czasem mamy pracę zawodową poza domem, a gdy wrócimy, sprawy dziecięce i domowe również spadają na nas. Bo kto, jak nie my? A czasem mamy pracę zawodową w domu, przy maluchach. To już zupełna porażka i większość z nas czuje, że nie radzi sobie dobrze ani z jednym, ani z drugim. W ogóle zresztą większość matek bardzo często czuje, że sobie „nie radzi”: próbujemy być doskonałe w każdej roli, którą wypełniamy, a ról tych jest zbyt wiele. Nie pomagają poradniki, pisemka ze zdjęciami zadowolonych rodzin na czystych, białych kanapach i wyretuszowane życie koleżanek na Instagramie. Zwykle wydaje nam się, że inni robią o wiele więcej, niż my, i o wiele lepiej. Próbując spełnić własne wygórowane wymagania, zadręczamy się i przemęczamy.

Zadbaj o siebie, żeby móc działać

W NVC, czyli psychologicznym nurcie Porozumienia bez Przemocy, często używa się metafory o kubeczku empatii. Jak wiadomo, żeby nalać z kubeczka, albo kogoś z niego napoić, trzeba najpierw coś w nim mieć. Nasz kubeczek empatii napełnia się, gdy otrzymamy ją od innych osób lub sami sobie ją damy, czyli zadbamy o siebie. Opróżnia się, gdy mierzymy się z trudną sytuacją i musimy dać tę empatię. Dzieciom dajemy jej bardzo dużo, bo one jeszcze nie radzą sobie same. I kiedy od samego rana, albo już od nocy, zajmujemy się nimi, nie mając czasu spokojnie zjeść, wyspać się, pomyśleć przez chwilę w ciszy – nic dziwnego, że już o 10.00 czujemy, jak brakuje nam sił i cierpliwości. A myśl o wieczorze i chwili, gdy zasną, jest równie odległa, jak myśl o wyprawie na Księżyc.

Jeśli mamy w domu sprzęt, który wymaga naprawy, to dbamy o niego. Przymocowujemy nóżki do stołu, pielęgnujemy blat, nie stawiamy na nim zbyt ciężkich rzeczy. Dlaczego więc nie dbamy w taki sam sposób o człowieka, który trzyma w pionie całą rodzinę – czyli o matkę? Uwierzcie mi, na jej zmęczeniu cierpią wszyscy, bo człowiek nie przeskoczy swojej biologii i najzwyczajniej w świecie potrzebuje: snu, dobrego jedzenia, czasu dla siebie, rozwoju. Wizyt u lekarza. Ruchu, sportu. Kontaktu z innymi dorosłymi.

Tu wchodzi ojciec, cały na biało

„Sytuacja, w której wiele z nas jest, czyli taka, że jedna osoba zajmuje się sama dzieckiem albo dziećmi przez niemal całą dobę NIE JEST sytuacją naturalną. Nic dziwnego, że bywa nam w niej bardzo trudno” – pisze na stronie wymagajace.pl psycholożka Magdalena Komsta. „Realna pomoc i wsparcie, w tym w opiece nad dzieckiem choćby na krótki czas codziennie (rodziny, sąsiadów, znajomych, niani, klubiku dziecięcego, dobrego żłobka), jest bardzo ważna dla zachowania zdrowia psychicznego matki, ojca i często również dobrze wpływa na wymagające dziecko”.

Nie jest to sytuacja naturalna, bo przez wieki ludzie żyli w większych skupiskach. Rodzina jako „podstawowa komórka społeczna” to wynalazek stosunkowo nowy, a zamknięcie się rodziny – w rozumieniu rodziców z dziećmi, bez innych osób – w oddzielnych mieszkaniach nie jest sytuacją, do której nasze organizmy są przyzwyczajone. Ewolucja nie nadążyła za postępem i choć jest nam pod wieloma względami o wiele wygodniej, niż w jednej izbie z prababcią i pięciorgiem jej wnuków, to w zamian zostaliśmy bez swojej „wioski”, czyli bez grupy ludzi, która wspólnie zajmowała się codziennymi sprawami. W tym także dziećmi.

Dla odmiany niech powłażą na głowę ojcu

Skąd wziąć wioskę w XXI w?

Zacznijmy od tego, że całkiem spora część dzieci ma nie tylko mamy, ale również ojców. I niestety wciąż się zdarza, że ci ojcowie wyrażenie „siedzieć z dzieckiem w domu” odczytują dosłownie, czyli nie mają zielonego pojęcia, jak koszmarnie jest to męczące i ile to roboty. Siedzenia w tym bardzo mało, uwierzcie mi, no chyba, że siedzimy przy karmieniu, trudno to jednak nazwać bezczynnością. I wciąż wielu, wielu mężczyzn, których partnerki nie pracują poza domem, spodziewa się, że dom będzie błyszczał, żona i dziecko też (nie od potu), obiad z trzech dań będzie czekał na stole, a do tego kapcie i gazetka.

No sorry, panowie, ale nie, z przyczyn opisanych powyżej. Pierwszym krokiem jest więc zrozumienie ze strony partnera, że ta osoba, która zostaje w domu, ma naprawdę ciężko. I bardzo potrzebuje regularnego odpoczynku. Tu wchodzicie wy, panowie, cali na biało, i robicie tak, żeby ona mogła zająć się sobą. Codziennie. A co jakiś czas na cały dzień albo weekend. Czy dacie radę? Hello, jesteście ojcem tego dziecka, jego najbliższym człowiekiem. To musi zadziałać.

Nawet drobne rzeczy pomagają

Prócz partnerów matki mają także niekiedy jakąś dorosłą rodzinę, przyjaciół i kolegów. Być może babcia albo ciocia zgodzi się raz na tydzień zostać z dziećmi wieczorem albo dorosła bratanica chciałaby się wprawiać w roli niani? Zwłaszcza, że ojciec też potrzebuje odpoczynku i w sumie warto by gdzieś wyskoczyć we dwoje. Może jedna babcia zabierze dzieci na spacer we wtorek, a druga w sobotę? A może po prostu jesteście w stanie zatrudnić nianię lub klubik nawet na trzy godziny dziennie, albo na dwa dni w tygodniu. Nie ma co się biczować, że w tym czasie matka powinna zarabiać pieniądze. Nie – w tym czasie matka może „zarabiać” na to, żeby mieć siłę i zdrowie do zajmowania się swoją rodziną. Jeśli tylko was na to stać, nie wahajcie się nawet.

Można też napełniać swój kubeczek robiąc dobre rzeczy dla siebie. To może być zjedzenie czegoś dobrego i zdrowego (zrobić, zamówić, poprosić przyjaciela o ugotowanie, wszystkie chwyty dozwolone). Może być drzemka, gdy dziecko śpi, zamiast gotowania i zmywania. Może zapisanie się na fitness albo kurs nowych umiejętności. Może kryminał zamiast kolejnego poradnika dla rodziców. Albo ten pachnący krem, który lubisz.

A najlepsze, co możemy zrobić same dla siebie, to łaskawość. Dobre, miłe myśli o nas samych. Nie że „powinnam”, „muszę”, „zawiodłam”, tylko „mogę”, „zasługuję”, „jestem okej”. A z tej dobroci dla siebie stopniowo może wypłynie poszukiwanie sposobów na zadbanie o nas same i walka o nie, jeśli trzeba. Zapewniam, że skorzystają na tym wszyscy nasi bliscy.

Używamy ciasteczek.