Dlaczego odpoczynek mamy jest naprawdę bardzo ważny

Ten tekst nie jest tylko dla mam. Tak naprawdę powinni go przeczytać ojcowie, dziadkowie i w ogóle każdy, kto ma jakąś matkę wśród bliskich osób. Porad dla mam jest już wiele, zbyt wiele, i większość z nas na myśl o przeczytaniu kolejnych dostaje bólu głowy.

Zawsze jest coś do roboty

Wystarczy, że zajmujemy się dziećmi praktycznie całą dobę. Tak, nawet, kiedy śpimy, bo gdy dziecko się budzi, zazwyczaj to nas woła i zazwyczaj to my jesteśmy mu potrzebne – jeśli nie do karmienia, to do tulenia, szeptania, zapewniania, że jesteśmy obok. Jeśli masz małe dziecko, nie wiesz, czy pośpisz tym razem cztery godziny (szał!) czy kwadrans. To praca 24 godziny na dobę, czyli na trzy etaty. Bez dni wolnych, bez chorobowego, bez urlopów, bez weekendów. Co więcej, w tę pracę wpisana jest całodobowa odpowiedzialność za zdrowie i życie drugiego człowieka.

Płacą uśmiechami i buziakami. Byłoby to nawet spoko, gdyby nie fakt, że to nie jest nasza jedyna robota. „Siedząc” w domu z tym małym, słodkim, na maksa wymagającym szefem (albo kilkorgiem szefów) musimy jednocześnie ogarniać to, co nie chce jakoś ogarniać się samo. Posiłki. Zaopatrzenie spożywcze i niespożywcze. Porządki. Płacenie rachunków, umawianie lekarzy, aptekę, naprawy, przegląd auta, plany wakacyjne, zobowiązania rodzinne, święta, zajęcia dodatkowe i rozrywki. No bo kto, jak nie my. Przecież to my jesteśmy w domu i mamy czas.

Porad dla mam jest już wiele, zbyt wiele, i większość z nas na myśl o przeczytaniu kolejnych dostaje bólu głowy

Czasem mamy pracę zawodową poza domem, a gdy wrócimy, sprawy dziecięce i domowe również spadają na nas. Bo kto, jak nie my? A czasem mamy pracę zawodową w domu, przy maluchach. To już zupełna porażka i większość z nas czuje, że nie radzi sobie dobrze ani z jednym, ani z drugim. W ogóle zresztą większość matek bardzo często czuje, że sobie „nie radzi”: próbujemy być doskonałe w każdej roli, którą wypełniamy, a ról tych jest zbyt wiele. Nie pomagają poradniki, pisemka ze zdjęciami zadowolonych rodzin na czystych, białych kanapach i wyretuszowane życie koleżanek na Instagramie. Zwykle wydaje nam się, że inni robią o wiele więcej, niż my, i o wiele lepiej. Próbując spełnić własne wygórowane wymagania, zadręczamy się i przemęczamy.

Zadbaj o siebie, żeby móc działać

W NVC, czyli psychologicznym nurcie Porozumienia bez Przemocy, często używa się metafory o kubeczku empatii. Jak wiadomo, żeby nalać z kubeczka, albo kogoś z niego napoić, trzeba najpierw coś w nim mieć. Nasz kubeczek empatii napełnia się, gdy otrzymamy ją od innych osób lub sami sobie ją damy, czyli zadbamy o siebie. Opróżnia się, gdy mierzymy się z trudną sytuacją i musimy dać tę empatię. Dzieciom dajemy jej bardzo dużo, bo one jeszcze nie radzą sobie same. I kiedy od samego rana, albo już od nocy, zajmujemy się nimi, nie mając czasu spokojnie zjeść, wyspać się, pomyśleć przez chwilę w ciszy – nic dziwnego, że już o 10.00 czujemy, jak brakuje nam sił i cierpliwości. A myśl o wieczorze i chwili, gdy zasną, jest równie odległa, jak myśl o wyprawie na Księżyc.

Jeśli mamy w domu sprzęt, który wymaga naprawy, to dbamy o niego. Przymocowujemy nóżki do stołu, pielęgnujemy blat, nie stawiamy na nim zbyt ciężkich rzeczy. Dlaczego więc nie dbamy w taki sam sposób o człowieka, który trzyma w pionie całą rodzinę – czyli o matkę? Uwierzcie mi, na jej zmęczeniu cierpią wszyscy, bo człowiek nie przeskoczy swojej biologii i najzwyczajniej w świecie potrzebuje: snu, dobrego jedzenia, czasu dla siebie, rozwoju. Wizyt u lekarza. Ruchu, sportu. Kontaktu z innymi dorosłymi.

Tu wchodzi ojciec, cały na biało

„Sytuacja, w której wiele z nas jest, czyli taka, że jedna osoba zajmuje się sama dzieckiem albo dziećmi przez niemal całą dobę NIE JEST sytuacją naturalną. Nic dziwnego, że bywa nam w niej bardzo trudno” – pisze na stronie wymagajace.pl psycholożka Magdalena Komsta. „Realna pomoc i wsparcie, w tym w opiece nad dzieckiem choćby na krótki czas codziennie (rodziny, sąsiadów, znajomych, niani, klubiku dziecięcego, dobrego żłobka), jest bardzo ważna dla zachowania zdrowia psychicznego matki, ojca i często również dobrze wpływa na wymagające dziecko”.

Nie jest to sytuacja naturalna, bo przez wieki ludzie żyli w większych skupiskach. Rodzina jako „podstawowa komórka społeczna” to wynalazek stosunkowo nowy, a zamknięcie się rodziny – w rozumieniu rodziców z dziećmi, bez innych osób – w oddzielnych mieszkaniach nie jest sytuacją, do której nasze organizmy są przyzwyczajone. Ewolucja nie nadążyła za postępem i choć jest nam pod wieloma względami o wiele wygodniej, niż w jednej izbie z prababcią i pięciorgiem jej wnuków, to w zamian zostaliśmy bez swojej „wioski”, czyli bez grupy ludzi, która wspólnie zajmowała się codziennymi sprawami. W tym także dziećmi.

Dla odmiany niech powłażą na głowę ojcu

Skąd wziąć wioskę w XXI w?

Zacznijmy od tego, że całkiem spora część dzieci ma nie tylko mamy, ale również ojców. I niestety wciąż się zdarza, że ci ojcowie wyrażenie „siedzieć z dzieckiem w domu” odczytują dosłownie, czyli nie mają zielonego pojęcia, jak koszmarnie jest to męczące i ile to roboty. Siedzenia w tym bardzo mało, uwierzcie mi, no chyba, że siedzimy przy karmieniu, trudno to jednak nazwać bezczynnością. I wciąż wielu, wielu mężczyzn, których partnerki nie pracują poza domem, spodziewa się, że dom będzie błyszczał, żona i dziecko też (nie od potu), obiad z trzech dań będzie czekał na stole, a do tego kapcie i gazetka.

No sorry, panowie, ale nie, z przyczyn opisanych powyżej. Pierwszym krokiem jest więc zrozumienie ze strony partnera, że ta osoba, która zostaje w domu, ma naprawdę ciężko. I bardzo potrzebuje regularnego odpoczynku. Tu wchodzicie wy, panowie, cali na biało, i robicie tak, żeby ona mogła zająć się sobą. Codziennie. A co jakiś czas na cały dzień albo weekend. Czy dacie radę? Hello, jesteście ojcem tego dziecka, jego najbliższym człowiekiem. To musi zadziałać.

Nawet drobne rzeczy pomagają

Prócz partnerów matki mają także niekiedy jakąś dorosłą rodzinę, przyjaciół i kolegów. Być może babcia albo ciocia zgodzi się raz na tydzień zostać z dziećmi wieczorem albo dorosła bratanica chciałaby się wprawiać w roli niani? Zwłaszcza, że ojciec też potrzebuje odpoczynku i w sumie warto by gdzieś wyskoczyć we dwoje. Może jedna babcia zabierze dzieci na spacer we wtorek, a druga w sobotę? A może po prostu jesteście w stanie zatrudnić nianię lub klubik nawet na trzy godziny dziennie, albo na dwa dni w tygodniu. Nie ma co się biczować, że w tym czasie matka powinna zarabiać pieniądze. Nie – w tym czasie matka może „zarabiać” na to, żeby mieć siłę i zdrowie do zajmowania się swoją rodziną. Jeśli tylko was na to stać, nie wahajcie się nawet.

Można też napełniać swój kubeczek robiąc dobre rzeczy dla siebie. To może być zjedzenie czegoś dobrego i zdrowego (zrobić, zamówić, poprosić przyjaciela o ugotowanie, wszystkie chwyty dozwolone). Może być drzemka, gdy dziecko śpi, zamiast gotowania i zmywania. Może zapisanie się na fitness albo kurs nowych umiejętności. Może kryminał zamiast kolejnego poradnika dla rodziców. Albo ten pachnący krem, który lubisz.

A najlepsze, co możemy zrobić same dla siebie, to łaskawość. Dobre, miłe myśli o nas samych. Nie że „powinnam”, „muszę”, „zawiodłam”, tylko „mogę”, „zasługuję”, „jestem okej”. A z tej dobroci dla siebie stopniowo może wypłynie poszukiwanie sposobów na zadbanie o nas same i walka o nie, jeśli trzeba. Zapewniam, że skorzystają na tym wszyscy nasi bliscy.

STOP DYSKRYMINACJI MATEK KARMIĄCYCH NATURALNIE!!! ZACZNIJCIE NAS LECZYĆ, A NIE ZBYWAĆ! 

Prawdziwa dyskryminacja kobiet karmiących piersią odbywa się w gabinetach lekarskich. U endokrynologów odmawiających leczenia tarczycy. U psychiatrów odmawiających leków na depresję. U onkologów dowodzących, że karmienie piersią zwiększy ryzyko nowotworu (!). U internisty, który nie zapisuje leków na anginę. Odmawia się nam badań RTG, USG, tomografii. Wmawia się nam hiperprolakrynemię, bez badań, zamiast szukać przyczyn złego samopoczucia pacjentki. Nie kieruje się nas na leczenie dolegliwości intymnych, zbywając tekstami o suchości przy kp. Mówi nam się, że chorujemy, bo karmienie obciąża nasz organizm, i nie zapisuje nam się leków lub badań, dopóki nie odstawimy dzieci od piersi.

Jesteśmy zmuszone szukać (ze świecą) tych lekarzy, którzy mają rzetelną wiedzę na temat karmienia piersią i laktacyjnego leksykonu leków. Biegać od doradcy laktacyjnego do specjalisty i z powrotem, płacąc grube pieniądze. Wiele z nas nie ma takiej możliwości i po prostu traci nadzieję na leczenie. Nie chorujemy z powodu karmienia naszych dzieci. Chorujemy z powodu ignorancji wielu, zbyt wielu lekarzy. Ratują nas ci poszerzający i aktualizujący wiedzę, ale jest ich zbyt mało.

Laktacyjny leksykon leków: e-lactancia.org
Spis doradczyń laktacyjnych: http://kobiety.med.pl/cnol/index.php?option=com_content&view=article&id=10&Itemid=3&lang=pl
Laktacyjny dyżur farmaceutyczny: farmacja@fpkp.pl
Faktyczne przeciwwskazania do kp przy badaniach i chorobach: http://kobiety.med.pl/cnol/index.php?option=com_content&view=article&id=152&Itemid=44&lang=pl
Wiedza o farmakoterapii dla profesjonalistów:https://www.facebook.com/laktaceuta/ oraz
Magdalena Stolarczyk

Zanim dokarmisz dziecko mieszanką

Jeżeli dziecko po porodzie ma problemy z jedzeniem z piersi, przede wszystkim należy sprawdzić budowę buzi dziecka. Najczęstszą przyczyną kłopotów jest przyrośnięte wędzidełko podjęzykowe. Powinno ono zostać podcięte możliwie najszybciej (to drobny zabieg, możliwy do wykonania nawet tuż po porodzie). Niestety w wielu miejscach procedury szpitalne wydłużają czas oczekiwania na zabieg; wówczas warto prosić i „wychodzić” przyspieszenie podcięcia. Inne częste trudności to jest bardzo duży biust lub płaskie brodawki – tutaj wystarczy dobra porada laktacyjna i wspólna nauka odpowiedniego przystawiania.

Cały artykuł przeczytacie w serwisie Tatento.pl klikając TUTAJ. Zapraszam!

Karmienie z konieczności mieszane – to nie porażka. Szacun, kobieto.

Artykuł opublikowany pierwotnie w serwisie IgiMag.pl

Karmisz swoim mlekiem i mieszanką. Kusi cię, żeby dać sobie spokój i przejść w całości na butelkę? Nie słuchaj tych, co mówią, że nie warto już walczyć o laktację. Ty walczysz i jesteś wspaniała.

Karmienie mieszane, czyli karmienie dziecka mlekiem matki i dodatkowo mieszanką, to często sytuacja niebędąca wyborem rodziców, lecz koniecznością. Zdarza się, że wyniku splotu okoliczności dokarmianie jest konieczne, ale nie musi to oznaczać przejścia wyłącznie na produkt mlekozastępczy. Podawanie mleka matki zawsze ma bowiem wielkie znaczenie dla zdrowia i rozwoju dziecka.

Główne przyczyny kłopotów z karmieniem piersią to wciąż, niestety, brak szybkiej pomocy na samym początku. Niekiedy zdarzają się problemy zdrowotne u matki (np. nieleczona nadczynność tarczycy, insulinooporność, cukrzyca), które utrudniają pełne uruchomienie laktacji. Przyczyn zdrowotnych ze strony matki jest jednak znacznie mniej, niż się sądzi, i nawet wtedy bardzo często przy odpowiednim wsparciu możliwe jest wyłączne karmienie naturalne.

Co jednak, jeśli niedługo po porodzie pojawią się trudności i zabraknie szybkiej, kompetentnej pomocy? Wówczas problemy nawarstwiają się i może się zdarzyć, że będzie już trudno wystymulować laktację na odpowiednim poziomie, czyli wyprodukować odpowiednią ilość mleka dla dziecka. Jeśli jest to czyjaś porażka, to przede wszystkim systemu opieki zdrowotnej. Wtedy wkraczają mieszanki do żywienia niemowląt. Podkreślę wyraźnie: jeżeli chcesz karmić piersią, nie należy dokarmiać malucha bez wskazań specjalisty – najlepiej doradcy laktacyjnego – i bez wykonania tych kilku ważnych rzeczy, które mogą nas przez tym uchronić. Czasem jednak specjalista uzna, że jest to niezbędne.

To może być jedna butelka na dobę albo cztery, albo więcej. Każdy przypadek jest inny. Oczywiście wiele razy udaje się wrócić do wyłącznego karmienia piersią, ale czasem jednak nie. Nie myśl wtedy, że zawiodłaś! Przecież karmisz. Musisz podawać dodatkowe porcje, ale dajesz także swój pokarm.

– To wcale nie znaczy, że nic się nie udało, tylko że można to, co najlepsze, dawać ze swoim mlekiem, a oprócz tego po prostu dziecko trochę więcej kalorii dostaje z innego źródła – mówi Magdalena Castello-Rokicka, pediatra i doradczyni laktacyjna.

Pierwsze chwile po porodzie są bardzo ważne dla powodzenia w karmieniu piersią

Jeżeli karmisz dziecko swoim mlekiem, ale musisz dokarmiać, z pewnością wiesz, ile pracy kosztuje podtrzymywanie laktacji. Być może twoje niemowlę pije z piersi, a być może toleruje już tylko butelkę, jak to się często zdarza przy dokarmianiu. W obu przypadkach musisz randkować z laktatorem i pić mlekopędne specyfiki. Może nastawiasz budzik na trzecią nad ranem, żeby odciągać pokarm i pobudzać produkcję. I codziennie zastanawiasz się, czy to ma sens. Ma! Liczy się każda kropla. Podobnie, gdy podajesz pierś na żądanie i oprócz tego dokarmiasz.

– W mleku matki jest wszystko, co najcenniejsze: komórki macierzyste, czynniki przeciwbakteryjne, czynniki przeciwwirusowe, przeciwzapalne, przeciwnowotworowe, przeciwciała, bakterie probiotyczne, oligosacharydy i tysiące innych substancji w każdym mililitrze – wymienia Magdalena Castello-Rokicka.

Więc jeśli mówią ci, że niepotrzebnie się męczysz, a ty czujesz, że jednak robisz coś ważnego – masz rację.

Jeśli zachęcają cię do przejścia na samą mieszankę, a ty wierzysz, że nawet jedna butelka twojego pokarmu dziennie ma sens – masz rację.

Jeśli czujesz się zmęczona, wyczerpana, ale masz nadzieję, że to nie idzie na marne – masz rację.

A jeśli ktoś ci powie, że już wszystko jedno, że ci się nie udało, że zawiodłaś – wyrzuć go za drzwi, dziewczyno, i zamknij na dwa zamki. Robisz wspaniałą, ważną robotę.

I pamiętaj, że to tylko twoja decyzja. Jeśli kiedyś już nie dasz rady – pogratuluj sobie dobrej walki i każdego dnia, gdy karmiłaś swoje dziecko mlekiem matki. Podziękuj sobie, jesteś super! I odpocznij. Ale nie dlatego, że ktoś ci tak kazał, że komuś zachciało się umniejszać moc twojego ciała. Zrób to po swojemu.

Ściskam cię mocno. Dobra robota.

Długie karmienie piersią

Często pytacie mnie o karmienie starszaków. Napisałam o tym dość długi artykuł dla portalu Tatento. Serdecznie zapraszam do przeczytania, kliknijcie tutaj 🙂

Zdj. Anksfoto.pl

Na zdjęciu powyżej karmię moją córkę, która miała wówczas dwa lata. Teraz ma cztery i pół roku, a jej brat, który wtedy był w brzuchu – dwa i pół. Nadal karmię oboje; córkę raz dziennie, syna według potrzeb. Na podstawie mojej wiedzy naukowej wiem na pewno, że to jest okej. Podobnie podpowiada mi intuicja 🙂

Karmiła piersią podczas ślubu kościelnego – dlaczego to tak bardzo oburza?

Artykuł opublikowany pierwotnie w portalu IgiMag.

Zdjęcia ze ślubu brazylijskiej pary wywołały (kolejną) burzę wokół karmienia piersią. Fotografie ukazały się na instagramowym profilu fotografki Moniki Carvalho i oprócz ponad dwustu polubień, zebrały garść krytycznych komentarzy.

W całej tej aferze chodziło o akt karmienia piersią przed ołtarzem, w momencie zaślubin. Pozytywne opinie przeplatają się z głosami szczerego oburzenia.

„Można było sobie odpuścić”

Na zdjęciu piękna panna młoda, w pełnym anturażu księżniczki oraz białym welonie, stoi z odsłoniętą połową dekoltu i trzyma niemowlaka przy piersi. Z fotoreportażu wynika, że dziecko było karmione także podczas przygotowań, ale w czasie uroczystości zaczęło płakać, więc jego mama, Danielly Katsue, wzięła je na ręce i kontynuowała ceremonię karmiąc na stojąco. Tylko tyle – wzięła swoje własne dziecko na swoim własnym ślubie i nakarmiła je ze swojej piersi, w otoczeniu swoich gości. Internet uważa jednak, że tego było za wiele. Karmienie piersią przed ołtarzem? Skandal, obraza boska. Tak, to jest ten moment, kiedy bardzo się staram nie nawiązać do ikonografii i Marii Karmiącej.

Zamiast tego nawiążę do jednego z polskich komentarzy: że można było nakarmić dziecko wcześniej. Jasne, że można było, co prawda ludzie raczej rzadko chcą jeść wtedy, kiedy ktoś inny tego od nich wymaga, tylko raczej wtedy, gdy są głodni, ale to detal. Wiemy już, to konkretne dziecko było karmione podczas przygotowań (przynajmniej dwa razy, sądząc po zdjęciach). Tylko że tutaj w ogóle nie chodzi o jedzenie. Zawsze, gdy słyszę tego rodzaju komentarz, zastanawiam się, co komentujący wie o niemowlętach i karmieniu. Bo przystawienie do piersi nie jest tym samym dla dziecka, czym dla nas posiłek. Pierś to dla niemowlęcia: jedzenie, picie, uspokojenie, sposób na sen, sprawdzenie, czy mama jest (wymaga tego pierwotny instynkt przetrwania), środek przeciwbólowy (w ludzkim mleku znajdują się substancje przeciwbólowe) oraz regulacja temperatury (klatka piersiowa mamy grzeje lub chłodzi, w zależności od potrzeb).

Dzieci zazwyczaj chcą piersi właśnie wtedy, gdy dzieją się ważne rzeczy

Ludzkie dzieci, jak reszta ssaków, rodzą się z pełnym zestawem odruchów niezbędnych do przeżycia. We wczesnym niemowlęctwie najważniejszym z nich wołanie o pokarm i bliskość opiekuna, co dla dzieci karmionych piersią oznacza zwykle jedno: pierś. Stopniowo, z wiekiem uczą się, że potrzeby można zaspokajać inaczej, ale dziecko Danielly ma około trzech miesięcy. Dopiero niedawno zaczęło ogarniać świat wokół siebie. I jeśli wiemy cokolwiek o niemowlętach, to nie zdziwi nas, że w kościele pełnym obcych ludzi, zapachów i dźwięków, oddalone od rodziców – zdenerwowało się i zaczęło płakać i chciało do piersi. Zresztą starszak zrobiłby to samo, chcąc się uspokoić w nieznanym sobie miejscu.

Prawdopodobnie państwo młodzi mogli zaplanować, że w takiej sytuacji ktoś poda dziecku odciągnięte mleko, uspokoi je i zabierze z kościoła, żeby nie przeszkadzało. Pozwólcie, że wskażę Wam słabe punkty tego planu:

  • Dziecko, najbliższy członek rodziny, ważny uczestnik – nie jest obecne podczas ceremonii. Niektórzy tak wolą, inni nie, bo ludzie są różni
  • Opiekun dziecka też musi wyjść
  • Rodzice prawdopodobnie, zamiast słuchać słów duchownego, nasłuchują, czy płacz ustał
  • Trzeba odciągnąć mleko (nic przyjemnego, czasem wręcz niemożliwe, zwłaszcza w ferworze przygotowań)
  • Podanie butelki jest ryzykowne dla karmienia piersią, a podanie kubeczka ryzykowne dla garnituru osoby podającej
  • Może nie zadziałać
  • Rodzice tego dziecka, państwo młodzi, bohaterowie i gospodarze tej uroczystości zdecydowali inaczej

I mają do tego święte prawo.

Niech robią, co chcą, ale niech się tym nie chwalą w sieci

Na portalu e-dziecko można przeczytać, że fotografka wahała się, czy umieszczać te zdjęcia w sieci, bojąc się fali hejtu. W końcu uznała jednak, że ich piękno powinno zachwycić każdego. Dla mnie także to wzruszająca scena i piękne kadry, co zapewne wynika z tego, że generalnie widok piersi mnie nie oburza i nie szokuje. Kobiety mają piersi. Widujemy je często, mniej lub bardziej odsłonięte: w domu, w lustrze, na plaży, na plakatach, w filmach. I jakoś tak się utarło, że nie przeszkadza nam jako społeczeństwu ich kontekst erotyczny, a przeszkadza karmienie dziecka. Jest tak dlatego, że w kontekście erotycznym występują notorycznie, natomiast publiczne karmienie piersią wciąż jeszcze jest rzadkim widokiem (pisałam o tym w artykule o kampanii w metrze).

W tym sensie publikacja zdjęć Moniki Carvalho ma wielki sens: jest kolejnym małym odcinkiem długiej drogi do oswojenia społeczeństwa z zupełnie naturalnym faktem. A że kościół? Jeśli mielibyśmy sięgać do biblijnych źródeł, najważniejsze, że karmiąca panna młoda miała zasłonięte włosy 😉

Po co komu cycki w metrze

Artykuł powstał dla portalu IgiMag.


Moja córka wie, jak się karmi dzieci.

Cycki w reklamie nie są niczym nowym. Wyprężony biust reklamuje dachówki, samochody, kurczaki z rożna i wyższe uczelnie (serio). Jednak na początku sierpnia cycki pojawiły się w metrze warszawskim reklamując same siebie i to, do czego zostały stworzone przez naturę: karmienie piersią.

I wzbudziły kontrowersje, z których największa brzmi mniej więcej tak: „Po co w ogóle reklamować karmienie piersią?”.

No po co? Przecież każdy wie, że to jest zdrowe, najlepsze i naturalne, nie trzeba tym świecić po oczach ciągle. Za to wiele kobiet nie może karmić piersią i tylko je taka reklama zdołuje. Więc to w zasadzie laktoterror.

Ukryta reklama karmienia butelką

No więc po kolei. Kampania pojawiła się w czasie Światowego Tygodnia Karmienia Piersią i można o niej poczytać (oraz zobaczyć reklamy) tu. Została zrealizowana przez Fundację Promocji Karmienia Piersią. Po co? Żeby upowszechniać wiedzę, która, okazuje się, nie jest wcale taka powszechna. Bo niby każdy wie, że mleko własnego gatunku jest całkiem sensownym wyborem, ale jednocześnie większość rodziców, lekarzy i w ogóle osób zajmujących się zdrowiem dzieci szczerze sądzi, że mieszanka jest dokładnie tak samo wartościowa lub lepsza. Oczywiście to nie trucizna – powstała przecież po to, żeby ratować życie dzieci niekarmionych piersią. Ale nie jest i nigdy nie będzie równie zdrowa, co pokarm naturalny, a co dopiero zdrowsza!

Kampania związana z Tygodniem Karmienia Piersią

Producenci mieszanek mlekozastępczych reklamują swoje produkty ładnie, sprytnie i kosztownie. Dziesięciolecia marketingu robią swoje, a władowane w to pieniądze nie idą na marne. Wskutek tej polityki reklamowej powstał szereg ustaleń ograniczających prawa takiej reklamy, począwszy od Kodeksu WHO, a skończywszy na prawach danego kraju (na przykład nie wolno już używać na opakowaniach obrazka pokazującego karmienie piersią). Tak więc specjaliści od reklamy wymyślają różne sposoby obejścia tych regulacji, zwykle bardzo pomysłowe i skuteczne. Warto wiedzieć przy okazji, że producenci żywności dla dzieci są często obecni jako partnerzy lub sponsorzy na konferencjach naukowych dla lekarzy.

Reklama karmienia piersią jest więc potrzebna po to, żeby zrównoważyć reklamę karmienia butelką. Bo nawet, jeśli nie oglądacie telewizji, buteleczka i smoczek atakują zewsząd. Oczywiście z reklam w internecie, ale też z różnych akcji marketingowych niekojarzonych z producentami mieszanek, a skupionymi na przykład wokół zdrowego żywienia dzieci. Piękny paradoks, bo są to na ogół firmy produkujące sztuczne jedzenie – od mieszanki po słodzone jogurciki. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej, która składa się z ogólnego przekazu w społeczeństwie i popkulturze.

Karm piersią, ale nie publicznie!

Weźmy takie na przykład lalki dla dzieci. Laleczki-bobasy, chętnie kupowane w komplecie z malusią buteleczką do karmienia. Dzieci bawią się więc w karmienie bobasa butelką i oswajają z tym, że tak właśnie żywi się niemowlęta. Podobny przekaz można znaleźć w książeczkach dla dzieci i w serialach dla dorosłych: gdzie pojawi się niemowlak, prawie zawsze pojawia się i butla. Jest też smoczek-uspokajacz: dla lalek, w książkach, na słodkich zdjęciach reklamujących dowolny produkt dla dzieci. Są ludzie, i jest ich całkiem sporo, którzy po prostu nie wyobrażają sobie widoku bobasa bez smoczka: przecież to takie słodkie! Butelka i smoczek są też standardowym symbolem tam, gdzie sytuacja wymaga oznaczeń ikonkami. Na wszelki wypadek przypomnę, że smoczek jest tylko zastępstwem piersi, a wprowadzony zbyt wcześnie może szkodzić laktacji.

Jednocześnie mamy mocny front sprzeciwiający się publicznemu karmieniu piersią: jeszcze jakieś dziecko to zobaczy! Pokazywanie naturalnego karmienia uważa się za obsceniczne. Świetnie, wychowujmy kolejne pokolenia osób nieświadomych, jak właściwie wygląda żywienie ludzkiego noworodka. Ciekawe, że społeczeństwo nie ma takich obiekcji w przypadku, powiedzmy, kociąt.

Kampania związana z Tygodniem Karmienia Piersią

Mało który rodzic lub nawet lekarz zna zalecenia dotyczące długości karmienia piersią (wyłącznego i uzupełniającego, czyli gdy dziecko zaczyna już jeść inne rzeczy). Mało kto słyszał o kompleksie HAMLET, który wytwarza się w jelitach dziecka karmionego mlekiem kobiecym i służy niszczeniu komórek nowotworowych. Albo o komórkach macierzystych obecnych w mleku matki. To są rzeczy znane już od dobrych paru lat, ale do polskich gabinetów, porodówek i szkół rodzenia jeszcze nie dotarły.

No dobrze, ale co z tymi matkami, które nie mogą karmić? Jest wiele kobiet, którym się to nie udało. Tyle, że przyczyny medyczne to wielka rzadkość (na przykład obustronna mastektomia albo niedorozwój gruczołu piersiowego ). Prawdziwą przyczyną jest brak wiedzy i wsparcia osób, które opiekują się matkami i dziećmi w szpitalach. Brak kontaktu skóra do skóry, dokarmianie bez uzasadnienia, nierzetelne rady, lekceważenie problemów zgłaszanych przez pacjentki. I gdy ktoś nazywa promowanie naturalnego karmienia laktoterrorem, ja mówię, że taki terror jest wtedy, gdy kobiecie płaczącej z bólu przy karmieniu każe się zacisnąć zęby, zamiast wezwać doradcę laktacyjnego. Gdy ściska się kobietom piersi bez pytania i potem mówi, że „tu nic nie ma”. I gdy potem za niepowodzenie karmienia wini się matkę! Podczas gdy winowajcą jest kulejący, a raczej ledwo pełzający, system.

Po to są cycki w metrze: żeby pokazać, że mleko mamy to więcej niż kalorie i że warto o nie walczyć. A gdy lekarz mówi nam, że marcheweczkę podajemy po czwartym miesiącu, dla alergika to tylko mieszanka, a po roku w piersiach to już, pani, nic nie ma – to żeby zmienić lekarza na takiego, który się dokształca. A nade wszystko po to, żeby dać rodzicom wiedzę – do której mają, do cholery, święte prawo.

Dieta ojca małego dziecka

pixabay.com

Żywienie to niezwykle ważna część naszego życia, w ogromnym stopniu wpływająca na zdrowie. Powszechnie uznaje się, że będąc rodzicami staramy się nie narażać naszego zdrowia. Niejeden mężczyzna, gdy zostaje ojcem, rezygnuje z uprawiania niebezpiecznego sportu czy ryzykownego zawodu – ale czy pamiętamy o tym, że także odżywianie realnie przekłada się na długość i jakość naszego życia? Jeśli jesteś tatą, zapewne chcesz jak najdłużej żyć w zdrowiu, aby opiekować się swoim dzieckiem, widzieć, jak rośnie i dorasta.

Będąc ojcem, musisz zacząć uważać na to, co jesz. Odżywanie taty oznacza przede wszystkim jedzenie zdrowo i rozsądnie. Unikaj śmieciowego, wysoko przetworzonego pożywienia. Zamień tłuste schabowe na gotowanego indyka, biały makaron na razowy, bułeczki na pełnoziarniste pieczywo.

Szparagi to źródło wapnia, fosforu, potasu, wit. C i E.
(pixabay.com)

Ogólne wskazówki dotyczące żywienia ojca małego (i większego) dziecka:

– unikaj słodzonych napojów (oranżady, coli, dosładzanych soków) – zamień je na wodę mineralną lub ewentualnie sok wyciskany ze świeżych owoców;
– nie nadużywaj kawy, czarnej herbaty, yerba mate ze względu na zawartość kofeiny i nie dosładzaj tych napojów;
– unikaj soli – w kuchni należy zastąpić sól innymi przyprawami;
– nie zaleca się czerwonego mięsa więcej niż dwa razy w tygodniu;
– ojcowie powinni spożywać ryby (z dobrego źródła!) trzy razy w tygodniu;
– zamiast masła i margaryny zaleca się dobre oleje;
– każdy tata powinien spożywać jak najwięcej warzyw, a także owoce, zwłaszcza sezonowe;
– koniecznie pamiętajmy o roślinach strączkowych, będących źródłem wielu wartościowych składników odżywczych;
– narodziny dziecka to zdecydowanie czas, gdy należy rzucić palenie;
– ojciec małego dziecka powinien unikać alkoholu.

Ojcowie mogą spożywać truskawki i inne owoce sezonowe.
(pixabay.com)

Jeśli odnosicie wrażenie, że te wskazówki powinny dotyczyć każdego, a nie tylko ojców – macie całkowitą rację! Podobnie jak publikowane wszędzie, gdzie nie spojrzeć, „zasady żywienia matek karmiących”. Powiedzmy to głośno: są TAKIE SAME dla większości dorosłych. Matki karmiące i niekarmiące piersią, ojcowie, babcie, single i sparowani, młodsi i starsi, dzieciaci i niedzieciaci – powinni jadać zdrowo. Dla własnej korzyści i aby bliscy jak najdłużej cieszyli się ich bliskością.

Wpis o diecie matki / teściowej mamy karmiącej znajdziecie u Hafii 🙂

Niniejszy artykuł nie stanowi oczywiście porady medycznej i nie zastąpi konsultacji z lekarzem lub dietetykiem.

Rzetelne artykuły o tym, że matka karmiąca piersią nie musi stosować żadnej diety:
http://malgorzatajackowska.com/…/dieta-w-okresie-karmienia…/
http://www.hafija.pl/…/dieta-mamy-karmiacej-piersiajedz-co-…
http://mataja.pl/…/suche-suchary-mokra-woda-dieta-rezim-i-…/
http://mataja.pl/…/smaki-mleka-kobiecego-a-preferencje-kul…/
http://www.rozamarzy.com/tag/dieta-matki-karmiacej/
http://femaltiker.pl/dieta-mamy/dieta-mamy/
http://www.doktormagda.med.pl/index.php/2014-03-15-16-08-15/12-jak-odzywiac-sie-w-czasie-karmienia

Czy można karmić piersią w ciąży?

anksfoto.pl

Panuje dość powszechne przekonanie, że kobieta w ciąży nie może karmić piersią swojego starszego dziecka. Jednocześnie coraz więcej mam chce karmić jak najdłużej, a przynajmniej dłużej, niż rok (przypominam, że WHO zaleca minimum dwa lata). Bywa więc tak, że zachodzimy w ciążę i wtedy ktoś nam mówi, że teraz już nie możemy karmić starszaka (choćby starszak miał zaledwie pół roku, bo zdarza się i tak). Jednocześnie wiele kobiet zastanawia się, czy planując drugą ciążę, muszą skrócić karmienie.

Jeśli chodzi o możliwość zajścia w ciążę, to uważa się, że tak zwana niepłodność laktacyjna może trwać maksymalnie pół roku, przy karmieniu dziecka wyłącznie piersią, na żądanie, nie rzadziej niż co 3 godziny w dzień, z przerwą nocną nie dłuższą, niż 6 godzin. Jeżeli wszystkie te warunki są spełnione (i oczywiście nie pojawiła się miesiączka) to, według aktualnej wiedzy, zajście w ciążę jest niemożliwe. Warto pamiętać, że tę naturalną metodę antykoncepcji zaburza każde nie tylko dokarmienie dziecka, ale także przepajanie.

Są jednak panie, które karmią dłużej, mają miesiączki i starają się zajść w ciążę, ale bez skutku. Wielu ginekologów mówi swoim pacjentkom, że to właśnie karmienie uniemożliwia im ciążę. Nie ma jednak dowodów, że tak jest, szczególnie, że duża grupa pań zachodzi w ciążę z powodzeniem mimo karmienia. Więcej na temat ciąży w okresie laktacji można poczytać u Mamy-Ginekologa, polecam, bo z pewnością ginekolog to lepszy specjalista od ciąży, niż ja 🙂

Jeżeli karmisz piersią i dowiadujesz się o kolejnej ciąży, to oczywiście zastanawiasz się, czy można karmić dalej. Natura rozwiązała tę sytuację w taki sposób, że Twoje ciało najpierw dba o dziecko rozwijające się w macicy, następnie o skład pokarmu w piersiach, a na końcu o Ciebie. Oznacza to, że ani płód, ani karmione piersią dziecko nie będą poszkodowane, natomiast mama powinna bardziej o siebie dbać (dobrze i dużo jeść, odpoczywać, dotleniać się). Na temat karmienia w ciąży można usłyszeć różne bzdury: że dziecko w brzuchu nie będzie rosło, że starszak przy piersi będzie bezpłodny… To są mity, sprzeczne z wiedzą medyczną i służące chyba tylko wywołaniu sensacji.

Problem polega na tym, że wielu lekarzy ginekologów nie ma wiedzy na temat laktacji, dlatego rutynowo nakazuje odstawienie starszaka od piersi. Tymczasem nie ma żadnych przeciwwskazań do karmienia piersią w zdrowej ciąży. Częsta obawa lekarzy dotyczy poronienia, więc pochylmy się nad tym chwilkę. Gdy karmimy piersią, wydziela się oksytocyna. Tak, ta sama, która powoduje skurcze porodowe. Jednak przy karmieniu wydziela się jej bardzo mało – tyle, żeby kurczyły się przewody mleczne, aby pokarm mógł wypłynąć. Znacznie więcej oksytocyny wydziela nasze ciało podczas pieszczot, pocałunku i, rzecz jasna, stosunku. Stąd częste stwierdzenie, że jeśli lekarz prowadzący nie zabrania kontaktów seksualnych i pieszczot, to nie ma sensu zabraniać karmienia piersią.

W drugiej połowie zagrożonej ciąży – w sytuacji, gdy niewielkie ilości oksytocyny mogą wywołać przedwczesny poród – nie można karmić. Jeżeli jesteś w ciąży zagrożonej, podtrzymywanej, leżącej – prawdopodobnie będziesz musiała przestać karmić. Niektórzy specjaliści odradzają także karmienie, jeżeli w pierwszej połowie ciąży pojawi się krwawienie. Nie zawsze wiadomo, jaki ma ono związek z oksytocyną i są to raczej zalecenia na wszelki wypadek. W takiej sytuacji najlepiej by było szukać lekarza przyjaznego karmieniu w ciąży i uzgodnić z nim dalsze postępowanie.

W czasie ciąży pokarm stopniowo dopasowuje się do potrzeb mającego się narodzić dziecka. Od około połowy ciąży mleko zaczyna przypominać siarę, zmienia smak, jest go mniej, czasem bardzo mało. Niektóre dzieci nie chcą takiego zmienionego mleka i same odstawiają się do piersi. Część z nich chętnie wraca do karmienia po porodzie, jeśli im to zaproponujemy, a część nie. Inne ssą pierś mamy przez całą ciążę, nawet, gdy zdaje się, że prawie nic nie zjadają. Może się zdarzyć, że maluch będzie chciał być przy piersi bardzo dużo, więcej, niż przedtem. Dla wielu mam bywa to trudne z powodu tkliwości piersi w czasie ciąży – można oczywiście rozważyć ograniczenie lub skrócenie karmień, szczególnie, jeśli dziecko skończyło rok (niemowlaka karmimy na żądanie). Tkliwość piersi czasami mija jeszcze w czasie ciąży, a na pewno zaraz po porodzie (o ile oczywiście noworodek dobrze się przystawia i nie uszkodzi brodawki).

Karmienie piersią może ułatwić lub skrócić poród, choć raczej go nie przyspieszy – w prawidłowo przebiegającej ciąży sygnał do porodu daje bowiem dziecko w macicy. Karmienie w pierwszej fazie może być bardzo pomocne.

Jeżeli nie planujesz tandemu, lepiej odstawić dziecko od piersi na kilka miesięcy przed porodem, żeby nie było mu przykro na widok rodzeństwa przy piersi.
O karmieniu tandemu napiszę osobno.

Niniejszy artykuł nie stanowi porady medycznej i nie zastąpi konsultacji z lekarzem. W razie wątpliwości postępuj zgodnie z poradą zaufanego lekarza lub doradczyni laktacyjnej.


Warto przeczytać także:
https://www.hafija.pl/2013/11/karmienie-piersia-w-ciazy.html

Karmienie piersią a kolejne ciąże

Źródła:
„Karmienie piersią w teorii i praktyce. Podręcznik dla Doradców i Konsultantów laktacyjnych oraz położnych, pielęgniarek i lekarzy.” Medycyna Praktyczna, Kraków 2012
Gill Rapley, Tracey Murkett „Po prostu piersią”
Ina May Gaskin „Poród naturalny”

Opierałam się też w dużym stopniu na wiedzy pozyskanej podczas kursu Centrum Nauki o Laktacji i innych kursów oraz na doświadczeniach z własnej drugiej ciąży.

Zmęczenie karmieniem

pixabay.com

Bardzo często pytacie mnie, jak łagodnie zakończyć karmienie piersią. Zanim odpowiem, zwykle pytam, dlaczego potrzebujecie to zrobić i często słyszę, że z powodu zmęczenia.

Rozumiem to! Karmię od ponad 4,5 roku, od 2,5 roku tandem. Młodszak wciąż kilka razy budzi się w nocy na mleko, a w czasie chorób śpi tylko przy piersi. Ale wiecie co? Starsza, od miesięcy karmiona już tylko rano, także zasypia przy mnie, czasem na mnie, czasem tylko na mnie przez większą część nocy. Odkąd ją odstawiłam od piersi (prawie) – potrzebuje dużo więcej bliskości i więcej potwierdzenia, że jestem, nie zniknęłam, kocham. To zupełnie normalne. Karmienie piersią daje specyficzną, wyjątkową bliskość fizyczną, którą po odstawieniu karmień trzeba jakoś zastąpić. Dlatego dzieci chcą być więcej noszone, niekiedy robią się nerwowe, okazuje się, że musimy więcej się z nimi aktywnie bawić, zamiast popatrzeć w telefon podczas karmienia, jak kiedyś. Może się też zdarzyć, i często się zdarza, że dziecko zacznie więcej chorować, co jest normalną częścią trenowania odporności, ale dla opiekunów bardzo męczącą. Jest też tak, że zakończenie karmienia wiąże się ze zmianami hormonalnymi u matki, które bywają trudne. Dobrze jest też tez pamiętać, że długie karmienie piersią działa na korzyść matki.

Często mówi się nam, że po odstawieniu od piersi dziecko nie będzie się budzić w nocy. To nie jest prawda, zwłaszcza dla dzieci poniżej trzech lat. Badania wyraźnie pokazują, że dzieci budzą się w nocy z wielu powodów, i nie ma znaczenia sposób ich żywienia, choć czasem te karmione mm śpią dłużej. Co więcej, przerywany tryb snu jest naturalny, a w przypadku małych niemowląt jest bardzo ważny dla ich zdrowia i życia. Statystycznie dzieci budzą się do pięciu lat (czyli niektóre krócej lub dłużej) i sprawdzają, czy rodzice są w pobliżu. OK, być może dziecko Twojej koleżanki zaczęło spać nocami po odstawieniu. To się mieści w statystykach i to nie znaczy, że z Twoim dzieckiem będzie tak samo.

Innymi słowy, nader często okazuje się, że zaprzestanie karmienia nie jest wcale dobrą strategią na to, żeby odpocząć, bo trzeba dziecko nosić nocami, bo wstaje na kolację o drugiej w nocy (serio tak bywa, nawet duże dzieci potrafią być naprawdę głodne w nocy). Czasem te czynności może przejąć inna osoba bliska dziecku, a czasem nie. Zmęczenie karmieniem nazwałabym często po prostu – zmęczeniem macierzyństwem.

Co robić, jak żyć? To proste: nie skupiaj się na karmieniu i odstawianiu. Skup się na wypoczynku. Szukaj strategii na to, żeby odpocząć.

Przede wszystkim warto zdać sobie sprawę, że karmienie piersią NIE OZNACZA, że nie można wyjść z domu bez dziecka. Wszyscy potrzebujemy czasu z dorosłymi, odpoczynku, i jeśli matka potrzebuje pobyć bez dziecka, to jest to zupełnie ok i ma do tego prawo. Nie jest też tak, że dziecko karmione piersią i zasypiające przy piersi – nie uśnie inaczej. Oczywiście bardzo wiele zależy od wieku dziecka i od tego, jaki ma akurat etap – nie namawiam, by porzucać wieczorami małe niemowlęta lub dzieci w fazie „mamozy”. Niezłym pomysłem jest jednak raz na jakiś czas sprawdzić, jak sobie rodzina poradzi bez nas. Jesper Juul w swojej książce dla ojców radzi, żeby ojcowie przejmowali opiekę nad dzieckiem od najwcześniejszego etapu, żeby zbudować własną więź z niemowlęciem, i to tez jest cenne – pozwolić dziecku na budowanie więzi z kimś innym, niż mama (dzieci to doskonale umieją), a ojcu czy dziadkom pozwolić na wypracowanie własnych zwyczajów z maluchem. Fajnie jest przy tym pamiętać, że wprawdzie tata nie zrobi wszystkiego tak samo, jak mama, ale naprawdę nie musi – zrobi inaczej i tak też jest dobrze, ponieważ jest on w pełni kompetentnym współrodzicem Waszego dziecka. A dla matki czas bez malucha, z innymi dorosłymi, zazwyczaj jest bardzo doładowujący!

Jeśli dziecko jada już inne pokarmy, to można pomyśleć o wyjeździe na przykład na weekend. W niektórych rodzinach możliwe jest zostawienie dzieci u dziadków i wyjazd we dwoje. W innych dzieci będą potrzebowały zostać z najbliższą osobą, czyli z tatą, zaplanuj więc wizytę u rodziny, wypad z koleżankami czy, jeśli lubisz, całkiem samotną wyprawę do innego miasta. Zastanów się, czy możesz sobie pozwolić raz na parę miesięcy na jedną noc w hotelu czy hostelu. Cała noc przespana, spokojny poranek – wyobraź to sobie! Jeżeli wychowujesz dziecko sama, od początku szukaj osób – w rodzinie lub poza – które nawiążą z nim więź i w razie potrzeby będą chciały się nim zająć, a maluch będzie się czuł bezpiecznie. Wymaga to regularnych spotkań, więc jeśli zdecydujesz się na nianię, pamiętaj o stałym podtrzymywaniu znajomości między nią a dzieckiem.

Oprócz wychodzenia bez dzieci są inne sposoby, żeby zadbać o swój wypoczynek w dzień i w nocy.

W dzień:
przyjrzyj się temu, co robisz, jak bardzo jesteś zajęta. Czy próbujesz jednocześnie zajmować się dzieckiem, domem i pracować? Tego nie da się zrobić bez skrajnego zmęczenia. Zastanów się, co możesz odpuścić. Zazwyczaj okaże się, że albo możesz mniej sprzątać i gotować (aktywizacja partnera (!), pomoc mamy lub taty, płatna pomoc w domu, jedzenie na telefon lub gotowe zupy o dobry składzie, okazjonalna pomoc przyjaciół – mój kolega gotuje boski rosół, mówię Wam!), albo możesz poprosić kogoś o spacer z dzieckiem lub wręcz rozważyć przedszkole, albo możesz zrezygnować ze zlecenia i nic się nie zawali. Naprawdę. Za to gdy Ty poczujesz się lepiej, cała rodzina będzie szczęśliwsza.
PROŚ O POMOC. Ludzie lubią pomagać, ale potrzebują wiedzieć, czego Ci trzeba.

W nocy:
pomyśl o wygodzie. Czy wstajesz do karmienia? Może lepiej się sprawdzi wspólne spanie? Ciasno Wam? Zróbcie wszystko, żeby mieć większe łóżko, i mam na myśli wszystko. Wygoda snu dla domowników jest bardzo ważna. Bolą Cię plecy od karmienia na boku? Idź do lekarza, fizjoterapeuty, osteopaty i lecz swoje plecy, będą Ci potrzebne jeszcze wiele lat! Kup dodatkową poduszkę lub wałek. Wietrz, nawilżaj. Jeśli uważasz, że Twoje dziecko źle śpi, poczytaj o śnie maluchów (tu też, i tutaj) i zobacz, czy możesz mu pomóc, na przykład redukując oświetlenie lub nie używając przy nim smartfona.

Jeżeli karmienie męczy Cię, bo jest bolesne, nie czekaj – szukaj doradczyni laktacyjnej.

Jeżeli jesteś zmęczona, bo jesteś na diecie z powodu karmienia – poczytaj tu i przypisy. Laktacja pochłania energię, więc żeby się dobrze czuć, musimy dobrze i odpowiednio dużo jeść!

Jeżeli czujesz się ogromnie osłabiona, senna, w złym humorze – skocz zbadać zdrowie, zwłaszcza tarczycę! Problemy z tarczycą dotykają duży odsetek kobiet i trzeba się po prostu leczyć. Możesz przyjmować większość leków karmiąc piersią, w razie wątpliwości konsultuj leczenie dodatkowo z poradnią laktacyjną.

Jeśli Twoje dziecko jest bardzo niespokojne, wyraźnie źle sypia – nie zapomnij sprawdzić u pediatry, czy jest zdrowe. Nie wahaj się prosić o skierowania do specjalistów, jeśli czujesz, że coś się dzieje.

Jeżeli zdecydowałaś odstawić dziecko od piersi, to, pamiętając, że WHO i polskie Ministerstwo Zdrowia zaleca wyłączne karmienie piersią przez 6 miesięcy i karmienie uzupełniające przez dwa lata lub dłużej – poczytaj u Hafii i u Magdy, jak to zrobić łagodnie. Pomyśl też po prostu o redukcji karmień, o ile dziecko skończyło rok – może np. z trzema na dobę będziesz się czuła ok, bez odstawiania całkiem? To może też być pomocne, jeżeli problemem jest dla Ciebie publiczne karmienie starszego dziecka (nie ma nic złego w publicznym karmieniu, ale we wstydzie też nie ma nic złego). Spróbuj porozmawiać z nim o tym, że na przykład nie chcesz pokazywać ciała obcym ludziom i wolisz karmić w domu.

Na koniec bardzo chcę Wam napisać: DBAJMY O SIEBIE. Nikt tego za nas nie zrobi. Jesteśmy potrzebne swoim rodzinom zdrowe, wypoczęte, szczęśliwe. Jeżeli wyjdziesz z domu na kilka lub kilkadziesiąt godzin, to być może będzie im trudno, ale wrócisz pełna nowych sił i cierpliwości. Jeżeli wyjdziesz na godzinę do lekarza, to może Twoje niemowlę będzie płakać, ale kto wie, czy nie da mu to kilku dodatkowych lat z mamą? Uwierz mi, na tym, że o siebie zawalczysz i zadbasz, skorzystasz nie tylko Ty, ale także Twoje dzieci i Twój związek.

Bibliografia: podlinkowana we wpisie.

Niniejszy artykuł nie stanowi porady medycznej i nie zastąpi konsultacji z lekarzem. W razie wątpliwości postępuj zgodnie z poradą zaufanego lekarza lub doradczyni laktacyjnej.

Używamy ciasteczek.